Wizualizacje są wciąż bardzo popularne w rozwoju osobistym. Dzieje się tak m. in. za sprawą znanego filmu Sekret. Niestety siła sprawcza tej techniki jest po prostu przecenienia. Uważa się bowiem, że jeżeli wyobrazisz sobie coś z najdokładniejszymi szczegółami i będziesz systematycznie kontemplował to wyobrażenie, to urzeczywistni się ono w twoim życiu. Najgorsze jednak, że koncepcja ta nie wymaga żadnego działania w realnym świecie. Cały proces tłumaczony jest tzw. Prawem przyciągania.

Iwona Kucharewicz w swojej książce Co z tym szczęściem?[1] zadaje pytanie: „Ile znasz osób, które faktycznie coś osiągnęły w ten sposób?” Przyznam, że żadnej. Sam kiedyś praktykowałem wizualizacyjną technikę i również nic mi z tego nie wyszło. Oczywiście można to tłumaczyć tym, że nie odpowiednio mocno wyobrażałem sobie pożądany skutek. Tak naprawdę nie ma żadnych badań, które potwierdzają skuteczność aktywizowanego przez wizualizacje Prawa przyciągania. Są natomiast dowody na to, że nadmierne korzystanie z tej techniki może zabierać zasoby energii, które lepiej zostałby wykorzystane w realnym działaniu do osiągnięcia upragnionego celu.[2]

Wizualizacja z pewnością ma zastosowanie u sportowców, ponieważ, gdy wyobrażamy sobie wykonywanie ćwiczeń fizycznych, zostają uruchomione mięśnie, które są wykorzystywane w danej dyscyplinie. Osoby uprawiające sport jednak nie poprzestają na tym i trenują naprawdę, ponieważ technika wizualizacyjna jest wyłącznie odgrywaniem realnych działań a nie ich substytutem.

Wracając do rozwoju osobistego, nie jestem przeciwnikiem wizualizacji. Uważam natomiast, że nie może ona zastąpić prawdziwego dążenia do celu. Jej zastosowaniem jest z pewnością pobudzenie motywacji do działania, bo kiedy wyobrazimy sobie osiągnięty cel, to w przybliżeniu potrafimy określić, jak będzie wyglądało nasze życie po jego osiągnięciu. Potem jednak należy powrócić do rzeczywistości i zastanowić się jakie kroki należy podjąć, aby zbliżyć się do naszego wyobrażenia.