Zaznacz stronę

Przemyślenia Pastuha

Witam serdecznie 🙂

Ostatnio poświęciłem dość obszernego posta tematowi oddziaływania świadomości na podświadomość. Jedną z technik, które tam wymieniłem była afirmacja. Dzisiaj chciałbym zająć się temat szkodliwości owego sposobu wpływania na swoją nieświadomość. Wiadomo, ze wszystko ma swoje plusy i minusy. W tym wypadku jest tak samo.

Prowodyrem dzisiejszego wpisu jest pewien artykuł, który traktował o tym, że ludziom z niską samooceną afirmację potrafią poważnie zaszkodzić. Z racji, że jestem praktykiem, a nie fanatykiem owej metody, postanowiłem się odpowiednio do tego ustosunkować i dać pewne rady, jak afirmować, aby nie było to dla nas niebezpieczne.

W artykule, który czytałem było podane jako dowód pewne doświadczenie, w którym ludzie o zaniżonej własnej wartości czuli się jeszcze gorzej po pozytywnych sugestiach.. Stało się tak, ponieważ ich, że tak pozwolę się wyrazić, zaśmiecona podświadomość odczytywała afirmacje jako kłamstwo. Pożądane efekty uzyskali jedynie ci, których poziom własnej wartości był na pozycji idealnej lub wyższej.

Po powyższym doświadczeniu można stwierdzić, że afirmację są przeznaczone tylko i wyłącznie dla osób pewnych siebie. Nic bardziej mylnego! Chodzi tutaj o pewna technikę, którą należy obrać, aby afirmacje trafiały tam gdzie powinny.

Pierwszą metodą, jest ta podana w książka dr Josepha Murphy’ego. Twierdzi on bowiem, że każda myśl rodzi myśl przeciwną. Jest to prawda, szczególnie, gdy spojrzymy na powyższy przykład. Murphy zaleca, aby powtarzać swoją afirmacje z pełną wiarą, tym samym ścierając się z negatywnymi treściami. W którymś momencie pozytywne nastawienie powinno wygrać. Ową hipotezę potwierdza w „Praktycznych metodach osiągania sukcesu” Kopmeyer. Porównuje on podświadomość do misy z brudną wodą, do której kapie czysta, która jest odzwierciedleniem pozytywnych sugestii. Po jakimś czasie, wszystko co brudne, wyleje się na zewnątrz, a w naczyniu pozostanie krystalicznie czysta ciecz.

Powyższa metoda jest bez wątpienia skuteczna, jednak wydaje mi się, że osoba zakompleksiona może mieć nieprzyjemną sytuację. Wyobraźmy sobie jak ktoś drażni ogromnego psa na łańcuchu. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że po jakimś czasie bestia w przypływie furii urwie się z łańcucha i spowoduje rzeź. Właśnie tak groźne mogą być kompleksy. Myślę, że każdy powinien spróbować owej techniki, jednak z pełną kontrolą tego co się dzieje. Jeżeli czujemy, że nas to przerasta, powinniśmy odpuścić lub zmniejszyć doniosłość afirmacji, a więc nie drażnić naszego pieska, a sugerować swojej podświadomości treści mniej sprzeczne z jej negatywnym nastawieniem.

Drugą z metod podaje Robert Oliński na swoim Vblogu. W omawianej metodzie chodzi o to, żeby powiedzieć to w taki sposób, jakby to inni ludzie o nas uważali, a nie my sami o sobie. Podam przykład standardowej afirmacji i przeróbki na tą, którą poleca Pan Robert.

Jestem idealnym pracownikiem, który wykorzystuje swój potencjał w stu procentach

Inni uważają, że jestem idealnym pracownikiem, którzy wykorzystuje swój potencjał w stu procentach.

Myślę, że opisałem to w sposób dość czytelny i zrozumiały.

Teraz chce podać kilka wskazówek, które pomogą osiągnąć nam efekt podczas afirmacji.

Ważna sprawą jest to, żeby w sugestiach nie obiecywać sobie Eldorado, a skupiać się na mniejszych celach, który możemy przez sugestie osiągnąć. Dodajmy do tego również działanie, a więc gdy afirmujemy, że gramy bardzo dobrze w koszykówkę, po prostu wychodźmy i ćwiczmy. Jeżeli afirmujemy, że zdobędziemy milion to zacznijmy inwestować w jakiś biznes, który, może nam to przynieść.

Sugestie powinny również zawierać Boga. Chodzi tu głównie o protekcję Siły Wyższej, która nas wszystkich stworzyła, a więc wobec niej jesteśmy równi, a co za tym idzie, kompleksy tracą jakąkolwiek moc. Przykładowym zaczęciem afirmacji mogą być słowa:

Jestem dzieckiem Boga, czuje Jego moc, która płynie we mnie…

Ostatnią sprawą, którą chciałbym się zająć jest wpływanie na życie innych. Nie mamy prawa ingerować w podświadomość innej osoby. Bynajmniej nie chodzi mi tutaj o afirmacje do Boskiej Mocy o uzdrawianie, a chęć wpłynięcia na podjęcie decyzji. Przykład:

Adam chce się rozstać z Martą. Dziewczyna w przypływie rozpaczy zaczyna afirmować, że wszystko dobrze się skończy i nie dojdzie do zerwania związku. Po jej usilnych próbach, Adam i tak podejmuje decyzję o tym, że chce szukać szczęścia gdzie indziej. Marta jest zrozpaczona. Na domiar złego, jej były chłopak zanim z nią zerwał, miał inną dziewczynę na oku, więc w krótkim czasie zaczyna się spotykać z kimś innym.

Patrząc na powyższy przykład można wysnuć następujące wnioski. Dziewczyna chciała wpłynąć na kogoś, kto był już zdeterminowany do odpowiedniego działania, więc jeżeli jej sugestie dotarły do podświadomości chłopaka, zostały od razu odrzucone jako kłamstwo. Z tego wynika, że afirmacje mogą dać efekt tylko wtedy, kiedy osoba na, którą chcemy wpłynąć jest gotowa do zmiany, jakiej od niej oczekujemy. Adam dostałby dodatkową siłę w działaniu, gdyby tylko chciał, żeby ten związek przetrwał. Stało się jednak inaczej, więc Marta teraz musi się zmagać z podwójna dawką żalu, jedną związaną z prawdziwą stratą, a drugą z odbitą sugestią, która mnoży problem razy dwa i nasączą jej podświadomość trucizną. Jednym ratunkiem dla tej biednej dziewczyny jest uporanie się ze stratą z pozycji świadomej, jak i stosowanie sugestii uwalniających, o których można przeczytać w książce Barbary Berger „Odkryj w sobie siłę” oraz w pozycjach dr Josepha Muphy’ego, takich jak „Ukryta moc”, czy też „Nieskończone źródło twojej mocy”.

barbara berger ukryta moc Murphy

Jak widzimy, z analizy powyższego przykładu, afirmację mogą stać się źródłem cierpienia, jeżeli stosujemy je w nieodpowiedni sposób. Nie ma jednak wątpliwości, że jesteśmy w stanie zmienić czyjeś nastawienie, jednak tak jak wspominałem, są to operacje okultystyczne i z Bogiem, jak i moralnością mają niewiele wspólnego, więc nie mam zamiaru rozwijać tego tematu.