Zaznacz stronę

Skoncentrowałam się ostatnio na stronie Pani Elżbiety Wolnej (maszke.pl), kupiłam nawet jej e-booka „Jak świadomie stosować Prawo Przyciągania”. Wciągnęłam się w temat, bo w końcu chcę, żeby mi było w życiu lepiej. Dotychczas dobrze nie było, czyli – logicznie rzecz biorąc – coś robiłam źle. Równie dobrze mogę założyć, że chodzi o moje podejście i nastawienie i spróbować nad tym popracować. W najgorszym wypadku zmieni się tylko i wyłącznie moje nastawienie.

Ogólnie rzecz biorąc fajnie Pani Wolna o tym wszystkim mówi, fajnie tłumaczy, co i jak należy starać się robić, żeby – jak to ona określa – przyciągać to, czego pragniemy. Zastanawiam się nad wykupieniem jakiegoś z jej szkoleń, między innymi dlatego, że daje to możliwość zadania jej pytań odnośnie tego, czego się jeszcze nie rozumie. Na razie czytam pytania innych i zawarte w e-booku odpowiedzi. Może akurat ktoś już pytał o to, o co ja bym zapytać chciała. Kilka odpowiedzi już znalazłam, kilku wciąż mi brakuje.

Mój analityczny dość umysł natyka się jednak na sprzeczności. Generalnie cała idea jest dla mnie zrozumiała: Gdy czegoś pragniesz, jest to z definicji coś, co da ci szczęście, więc musisz odczuwać na co dzień jak najwięcej dobrych emocji, żeby to przyciągnąć. Podobne przyciąga podobne. W teorii jest to naprawdę proste. Praktyka napotyka trudności.

Pani Wolna twierdzi, że skoro mamy kontrolę nad tym, o czym myślimy (co uogólniając jest prawdą), mamy też zawsze kontrolę nad tym, jak się czujemy. Ujęte to w jedno zdanie wynikowe brzmi to po prostu absurdalnie. Mimo że rozumiem, co autorka ma prawdopodobnie na myśli, czytając jej odpowiedzi na pytania czytelników, zwyczajnie mnie to bawi. W sposób raczej negatywny. Zapewne dlatego, że dla jednych to, o czym pisze, będzie prostsze, a dla innych trudniejsze. Nie mówi ona o tym, jak to się wszystko ma do ludzi w depresji, z zaburzeniami osobowości, nad którymi emocje czasem (czasem często) biorą górę i żadne myśli nie są w stanie tego naprawić.

Według niej permanentne poczucie szczęścia jest możliwe. To największa bzdura świata. Oczywiście są ludzie GENERALNIE szczęśliwi i GENERALNIE nieszczęśliwi, ale ludzki organizm nie jest w stanie żadnego z tych dwóch stanów czuć dosłownie stale. Dlatego człowiek GENERALNIE nieszczęśliwy będzie miewał momenty wewnętrznego spokoju i ulgi, a człowiek GENERALNIE szczęśliwy będzie miewał gorsze dni. To jest normalne, naturalne.

A ja o tym ostatnio zapomniałam.

Tak bardzo chciałam STALE czuć się pozytywnie, czując presję, czując, że muszę się tak czuć, jeśli chcę, żeby w moim życiu coś dobrego się zmaterializowało, że niemal panikowałam, kiedy mój nastrój się obniżał. Pani Wolna wprawdzie pisze o takich zjawiskach, wie, że występują wątpliwości, zniecierpliwienie itd. i w odpowiedzi na to… formułuje rady, jak to obejść i dalej myśleć pozytywnie. Każdy niech to sobie sam skomentuje według własnego uznania.

Powiem Wam, co ja wiem. Smutek jest normalny. Tęsknota jest normalna. Złość jest normalna. I zamiast próbować to obejść, lepiej jest sobie na to pozwolić i przez to po prostu przejść. To jest naturalny sposób i wbrew pozorom szybki i skuteczny. Nie ma większego sensu z tym walczyć i na siłę próbować przekuwać myśli negatywne w pozytywne. Pozwolić sobie przeżyć te negatywne emocje, oczyścić się poprzez płacz czy wysiłek fizyczny i odpuścić. Tak o wiele łatwiej jest wrócić do pozytywnego nastawienia, niż kiedy próbuje się na siłę to pozytywne nastawienie zachować.

Podsumowując, naprawdę WARTO zapoznać się z tym, co Pani Elżbieta Wolna ma do przekazania. Nieważne, czy macie depresję i zaburzenia czy też jesteście zupełnie „normalni”. Warto, bo jej wskazówki są naprawdę mądre i możliwe do zastosowania.

Moja rada jest taka, żebyście nie wyobrażali sobie przy tym, że autorka nie ma złych dni i wie, jak zrobić, żeby ich nie było. Na pewno je ma, ale jej „misją” jest pokazanie czytelnikom, że życie może być inne, dobre. I to jest super, choć wg mnie brakuje trochę tej ludzkiej strony.

Pani Wolna, z tego, co pisze, od 12 lat jest w szczęśliwym związku, motywowanie ludzi i zmiana ich sposobu postrzegania jest jej pasją, blog daje jej poczucie spełnienia i satysfakcję, jej szkolenia i cała ta reszta również. Na brak pieniędzy też raczej nie narzeka. Jest człowiekiem szczęśliwym, spełnionym. Na pewno na to ciężko pracowała, tzn. jej wiedza świadczy o tym, że musiała doświadczyć też złych rzeczy. Ale teraz jest szczęśliwa i złe chwile są pewnie pojedyncze, wnioskując z tego, co o sobie pisze. Jej punkt widzenia jest po prostu inny, niż wielu z nas. Dlatego czytając jej bloga pamiętajcie, że macie prawo do własnego punktu widzenia. Przekładajcie to wszystko na własne możliwości. Starajcie się, wysilajcie ile możecie, bo warto, ale pamiętajcie, że czasem dobrze jest też odpuścić. Jeden gorszy dzień, kiedy przez większość pozostałych będziecie się dobrze trzymać, nie zmieni ogólnej energii, jaką będziecie emanować. A możliwe nawet, że w konsekwencji ją wzmocni.