Zaznacz stronę

Dzisiaj chciałbym poruszyć temat „Prawa przyciągania”. Na samym początku powiem, że jestem praktykiem oddziaływania świadomości na podświadomość, a film „Sekret” stanowił dla mnie jedynie pewnego rodzaju streszczenie tego co już wiedziałem. Podczas oglądania często musiałem w głowie dopowiadać resztę. Pierwsza rzeczą, która bardzo mnie uderzyła to ateistyczny charakter filmu, co w tym wypadku jest rzeczą nie do pomyślenia. Uważam tak, ponieważ oprócz podświadomości, istnieje także nadświadomość, którą nazywa się Siłą Wyższą, a więc Bogiem. Prawdziwe cuda zaczynają się dziać dopiero wtedy, gdy zsynchronizujesz się z Najwyższym. Dialogi w „Sekrecie”, wydają się być, tak pocięte, aby ta najważniejsza prawda nie ujrzała światła dziennego, co da się prosto wytłumaczyć. Książka jak i film kierowane są do mas, a więc twórca nastawiony jest na ogromny zysk. Bóg zatem musiał zostać odsunięty na bok, aby ateiści i deiści czym prędzej zaopatrzyli się w egzemplarze owego tworu. Jest to dość przykre, lecz niestety prawdziwe.

Po tak krytycznym wstępie pragnę przejść do opisu faktycznej relacji: świadomość –> podświadomość –> nadświadomość. Zacznijmy od wytłumaczenia pierwszego elementu łańcucha.

Świadomość odpowiada za wszystkie procesy, które wykonujemy świadomie. Wyszło z tego masło maślane, jednak w tym zdaniu mieści się cała prawda. To, że teraz piszę notkę, jest działaniem świadomym, jak to, że Ty ją potem przeczytasz. Procesem świadomym nazywamy to co robimy w pełnym zaangażowaniu i koncentracji. Na przykład pracujemy nad jakimś projektem, lub tworzymy nową piosenkę etc.

Następnym elementem łańcucha jest podświadomość. Działanie tej sfery można zauważyć na przykład przy oddychaniu. Czy ktoś z nas koncentruje się na tym, żeby wdychać i wydychać powietrze? Było to oczywiście pytanie retoryczne.

Kolejny efektem działania podświadomości jest na przykład zamykanie drzwi, od razu po wyjściu z mieszkania, czy też prowadzenie samochodu. Nie zastanawiamy się nad, ani jedną z wyżej wymienionych czynności, a mimo to, wykonujemy je.

O ostatnim elemencie, czyli nadświadomości, rozpisałem się już wystarczająco w pierwszym akapicie moich dzisiejszych rozważań, więc myślę, że w tym miejscu nie muszę już nic dodawać.

freud i jungPokrótce opisałem już każdy z elementów relacji, a teraz pora przejść do tego jak to tak naprawdę działa. Jednak zanim to nastąpi, należałoby przytoczyć kilka nazwisk, które w owiej dziedzinie postawiły trwałe fundamenty. W tym wypadku należy wspomnieć o takiej osobistości jak Sigmund Freud, który to jako pierwszy zauważył, że procesy nieświadome (czyli podświadome) determinują nasze działanie. Sądził on, co prawda, że chodzi głównie o tłumiony popęd seksualny, jednak był to milowy krok i swoisty przełom w relacji podświadomość – świadomość. Nurt psychoanalizy – bo taki stworzył Freud – rozwinął jego najlepszy uczeń Carl Gustav Jung, tworząc psychologie analityczną. Drugi z wyżej wymienionych panów rozszerzył zakres czynników nieświadomych, wpływających na nasze zachowanie, a co najważniejsze nie uogólniał, a preferował indywidualne podejście do każdego człowieka.

Przyjrzymy się teraz jak możemy wpływać na naszą podświadomość procesami świadomymi oraz uargumentujmy skuteczność takowych działań dla tych, którzy twierdzą, że jest to tylko i wyłącznie wymysł psychologii humanistycznej.

Zacznę od rzeczy, które dotyczą nas wszystkich, chodzi głównie fobię i strach. Każdy z nas ma coś czego się boi, coś co sprawia, że oblewa go zimny pot. Do takich sytuacji zalicza się na przykład wystąpienia publiczne. Wielu ludzi, z którymi konwersowałem, panicznie bało się przemówić przed tłumem ludzi. Na ten przykład podam historię pewnego chłopca (nazwijmy go Piotrkiem). Był on świetnym recytatorem od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Nauczyciele odkryli w nim ten talent, więc przy każdej uroczystości szkolnej można go było zobaczyć na scenie. Zdarzyła się jednak sytuacja, w której okazało się, że jedna z recytujących dziewczynek, która miała występować przed nim, zasłabła i nie mogła wyjść na scenę. Spanikowani nauczyciele, dali jej role Piotrkowi. Chłopiec był przerażony, ponieważ nigdy nie musiał przygotowywać się do występu w tak krótkim czasie. Piotrek stojąc przed mikrofonem, nie potrafił wypowiedzieć, ani jednego słowa. Stres spowodował, że kolokwialnie mówiąc, „posikał się w gacie” i z płaczem uciekł za kulisy. Od tamtego czasu już nigdy nie brał udziału w żadnych apelach. W jego psychice powstała pewna bariera.

Prawda jest taka, że wielu z nas przeżyło podobny wstrząs, w takiej lub innej sytuacji. Właściwie to nie myślimy o tym na co dzień, a nawet staramy się to jakoś wyrzucić z głowy. Obrazy te jednak powracają do nas w momentach , które przypominają nam o nieprzyjemnym incydencie. Jedynym miejscem gdzie może przebywać określony stan jest podświadomość. Piotrek w kulminacyjnym momencie zaaplikował do swojej nieświadomości strach, który wytworzył pewien kompleks. Może i nasz przykład jest dość nieprzyjemny, jednak widać w nim jak na dłoni ingerencję świadomego zachowania na podświadomość.

Kolejną przykładem, jest już wcześniej wspomniana jazda samochodem. Na początku każdy z nas uczy się tej umiejętności, więc musimy być skoncentrowani w stu procentach. Po jakimś czasie jednak odpalamy i prowadzimy auto bez większego zastanowienia. Dzieje się tak ,ponieważ to na czym świadomie się koncentrujemy, po jakimś czasie osiada w strefie nieświadomej.

Myślę, że tymi dwoma przykładami udowodniłem, że świadomość może wpływać na podświadomość. Oczywiście mogę jeszcze zapodać ze sto innych sytuacji, jednak chyba lepiej przejść do następnego etapu, a mianowicie: jak działać pozytywnie na swoje życie.

kopmeyerMetodą, w której wykreślamy ingerencje Boga, możemy co najwyżej poprawić nastawienie do świata. Sprawa jest dość prosta. Piszemy na kratce odpowiednią afirmację np. Jestem szczęśliwy i wszystko mi się udaje i powtarzamy ją jak najczęściej w ciągu dnia. Istnieją różne metody, które ułatwiają ten proces. Można je znaleźć w książce M.R. Kopmeyera „Praktyczne metody osiągania sukcesu”.

Wiadomym jest, że człowiek pozytywnie nastawiony ma łatwiejsze życie. Jest bardziej zorganizowany i mniej się denerwuje, a co za tym idzie sprawnie działa i pokonuje trudności na drodze do sukcesu.

Twórcy „Sekretu” twierdzą jednak, że tylko dobre nastawienie do życia wystarczy, aby poczuć pełnie. Otóż nie. W tym momencie muszę odwołać się do Carla Gustawa Junga, który pokazał jak ważny jest proces indywiduacji (stawianie się całością). Podkreśla on, że można go osiągnąć tylko poprzez kontakt z nadświadomości czyli Bogiem.

murphy Mówiąc krótko, prawo przyciągania może działać tylko wtedy, kiedy zsynchronizujemy się właścicielem Świata, a jest nim Najwyższy. Polega to na częstym odmawianiu modlitwy, tak aby poczuć obecność Siły Wyższej. Polecam „Ojcze nasz…” lub Psalm 23. Jeżeli już to nastąpi należy powtarzać wcześniej przygotowaną afirmację, a następnie wizualizować efekt końcowy. Metody docierania do Boga doskonale obrazuje w swoich książkach dr Joseph Murphy, do którego z całego serca odsyłam.

Ostatnią sprawą, która chciałbym poruszyć są komplikacje w drodze do szczęścia. Wypierane treści często kumulują się w strefie nieświadomej. Są to kompleksy. Często jednak bywa, że ludzie tak mocno wypierają dane zdarzenie, że zupełnie o nim zapominają. Nie można jednak wymazać emocji. Weźmy na warsztat sprawę wcześniej wspomnianego Piotrka. Jeżeli wyparł to wydarzenie to prawdopodobnie o nim nie pamięta, jednak w momencie kiedy ma wystąpić, dopadają go nieprzyjemnie emocje, których źródła nie może zlokalizować. W takim wypadku powinien zgłosić się do psychologia, lub samemu zacząć grzebać we własnych wspomnieniach i odnaleźć to co go uwiera. Jeżeli tego nie uczyni, „Prawo przyciągania” nie będzie działać, ponieważ nasza energia zostaje zużyta na wyparcie.

Oczywiście z kompleksami można sobie radzić afirmacją, poprzedzoną kontaktem z Bogiem, jednak najpierw trzeba dotrzeć do źródła i zrozumieć z czego zbudowana jest nasza tama, która uniemożliwia przepływ energii we właściwą stronę. Jeżeli tego nie uczynimy to dojdzie do efektu, który nazywam „przygniataniem” lub „pudrem”. Polega to na tym, że na treści wyparte nakładamy pozytywy, jednak tamto dalej istnieje i niczym wściekła bestia czeka na okazję, aby wyrwać się na zewnątrz.