Zaznacz stronę

Tytuł dzisiejszego wpisu, to cytat Carla Gustava Junga. Użyłem go, ponieważ pragnę opowiedzieć o pewnej szczególnej rzeczy. Otóż ludzie często przypisują sobie liczne zasługi w zakresie rozwoju wewnętrznego. Bardzo często słyszę słowa: odkryłem, zrobiłem, wymyśliłem itp. Ale czy na pewno to oni sami poradzili sobie z danym etapem rozwoju osobistego?

David R. HawkinsDavid R. Hawkins (ekspert w dziedzinie procesów umysłowych, autor: „Przekraczanie poziomów świadomości”) uważa, że za każdym przejściem w następną fazę własnego rozwoju stoi Siła Wyższa. Pewnie wielu z was zaczęłoby polemizować z tym poglądem. Ja natomiast uważam, że racja leży po stronie Hawkinsa.

Przykładem, który potwierdzi powyższe, jest moje zetknięcie z książką „Przebaczanie. Siedem etapów programu uwalniania się od gniewu i goryczy” (pisałem o niej w poprzednim poście). Otóż w przeddzień zakupu tej pozycji, siedziałem u przyjaciela i mówiłem o tym, że nie jestem w stanie uwolnić się od gniewu stosunku do pewnej osoby, która bardzo mnie skrzywdziła. W tamtym momencie czułem się totalnie wypalony i nie wiedział co mam daje począć, ponieważ gniew, który we mnie siedział, zabierał mi radość życia. Po powrocie do domu natychmiast położyłem się do łóżka, ponieważ byłem bardzo zmęczony. Przed zaśnięciem jednak postanowiłem się pomodlić. Z pełną ufnością zacząłem opowiadać Bogu o moim dylemacie i bezsilności. Po moim wyznaniu poczułem się jakoś lżej i zasnąłem. Następnego dnia ruszyłem na miasto, żeby oddać kilka książek do biblioteki. Postanowiłem również zajrzeć do dyskontu z książkami. Kiedy przeglądałem półki, nagle moje oczy natrafiły na „Przebaczanie…”. Poczułem chęć zakupu tej książki, jednak szybko rozpoczął się dialog wewnętrzny. Moje ego uparcie twierdziło, żebym nie brał tej pozycji, ponieważ wybaczanie nie działa (pisałem o moim nastawieniu do tego tematu w poprzednim poście). Mimo wszystko wziąłem książkę do ręki i zacząłem czytać, żeby móc racjonalnie przekonać się do kupna lub przyznać rację mojemu wewnętrznemu „doradcy”. Ego miało racje, bo nie znalazłem w książce niczego specjalnego. Jednak nawet tak racjonalne wytłumaczenie nie pokonało mojej chęci posiadania tej pozycji. Wróciłem więc do domu z nowym nabytkiem i zacząłem czytać. Szybko okazało się, że książka jest strzałem w dziesiątkę (w sklepie po prostu otworzyłem na złych stronach).

Moją historię można oczywiście tłumaczyć zbiegiem okoliczności. Pozostaje jednak pytanie, czemu akurat stało się to dzień po tym, jak poddałem się i poprosiłem pomoc Siłę Wyższą? Można wiec stwierdzić, że było to coś w stylu Prawa Przyciągania – z tą koncepcją zgodziłbym się bardziej, ale nie do końca. Jeżeli miałbym tutaj użyć jakiś terminów z książek, które czytałem, to najbardziej będzie pasować Synchroniczność (więcej o tym tutaj). Uważam tak, ponieważ to nie ja zawłaszczyłem sobie Wszechświat do własnych celów, lecz po prostu oddałem mu pałeczkę. Inaczej mówiąc po prostu dostosowałem się do rytmu Życia planety i przyznałem się do niemocy mojego ja, które już nic nie potrafiło wskórać.

synchroniczność

Wielu ludzi po takich sytuacjach pewnie zapomniałby o tym, że nie modliło się dzień wcześniej i całą zasługę przypisałoby sobie, co spowodowałoby poczucie dumy, czyli tego, co ego lubi najbardziej. Spora część, ta która pamiętałaby rozmowę z Bogiem, uznałaby, że to oni wpłynęli na decyzję Najwyższego (znowu ego jako bohater) – wydaje mi się, że właśnie przez takie podejście powstało Prawo Przyciągania.

Ja natomiast postanowiłem zrzec się wszystkich zaszczytów i podziękować Sile Wyższej za pomoc – dlatego też piszę tę notkę, będącą sprostowaniem poprzedniego wpisu, z którego może wynikać, że to ja jestem tym, który siebie ocalił.

Myślę, że moi czytelnicy miewali podobne sytuację. Polecam zastanowić się nad nimi i sprawdzić w jakim stopniu to wy sami pomogliście sobie, a w jakim stopniu był to Ktoś Inny.

Po tym co przeżyłem mogę spokojnie podpisać się pod słowami Junga: „Nie ja tworzę samego siebie, lecz raczej dzieje się samemu sobie”.

Jung

Pozdrawiam 🙂

Zapraszam na mojego FB: Pastuh blog

Brak komentarzy

Napisane w kategorii artykuł, Essey, Felieton, Luźne myśli, Teoria

Niedorozwój osobisty
01 gru

Na samym starcie powiem, że dzisiaj będę nieco ironiczny. Tematem, który pragnę poruszyć, jest Rozwój osobisty. Zdaję sobie sprawę, że tytuł notki brzmi nieco bezczelnie, jednak myślę, że odzwierciedla aktualny stan rzeczy. Jaki to stan? Zaraz się przekonamy…

rozwój osobistyChciałem ostatnio kupić jedną książkę, (był to „Kod Duszy” J. Hilmana) więc wybrałem się do jednej z dużych sieciowych księgarni. Na miejscu uznałem, że nie chce mi się specjalnie szukać mojego targetu, a co za tym idzie, postanowiłem skorzystać z pomocy ekspedientki. Uprzejma pani szybko wbiła nazwę do komputera, sprawdził położenie produktu i poprosiła, żebym za nią poszedł. Minutę kluczyliśmy między regałami, aż w końcu za trzymaliśmy się przy kilku regałach. Ekspedientka w sekundę znalazła książkę, wręczyła mi ją i odeszła (oczywiście podziękowałem za pomoc). W tym momencie moją uwagę powinna przykuć książka, jednak tak się nie stało. Wszystko za sprawą etykiety, która zobaczyłem na regale, z którego został ściągnięty „Kod Duszy”. Był tam napisane „Rozwój osobisty”. Był to dla mnie niezmiernie ciekawe. Powinienem się chyba poczuć wyróżniony, bo przecież specjalnie dla mnie księgarnia stworzyła dział. Oh jakże wielkie było moje rozczarowanie, jak po sekundzie przy „Rozwoju osobistym” pojawiło się kilku innych klientów. Każdy szukał czegoś dla siebie. W takim razie ów dział nie był tylko dla mnie. Czułem się sfrustrowany, bo przecież było napisane „osobisty” (i co teraz? 🙁 ).

Oczywiście w powyższej ironicznej historii moje stany emocjonalne były nadbudowane, ale czemu właściwie ludzie mieli by tak nie myśleć? Przecież rozwój osobisty, to coś co powinno być traktowane jednostkowo, a więc każdy mieszkaniec powinien mieć w każdej księgarni własny regał z książkami. Wiem oczywiście, że to co piszę to czyste bzdury, bo przecież nikt nikomu nie każe wykupywać wszystkiego. Po prostu ma wybrać dla siebie, to co jest mu w danym momencie potrzebne. O co zatem tyle hałasu? Już tłumaczę…

Rozwój osobisty dzisiaj staję się właściwie rozwojem kolektywnym. Jeżeli masz problem w związku to przychodzisz do sklepu i kupujesz sobie „Mężczyźni się z Marsa a kobiety z Wenus”. Jeżeli nie masz pieniędzy, to koniecznie musisz mieć książkę Napoleona Hilla. Jeżeli chcesz przejąć kontrolę nad swoim życie (W tym również też nad całym światem 😆 ) to kupujesz „Secret” lub „Potęgę podświadomości”. Jeżeli trauma to NLP itp. Co w takim razie jest w tym osobistego, skoro wszystko ma już jasno wytyczone metody działania? Tak naprawdę wchodzi tutaj wyłącznie duplikacja, tego co ktoś powiedział. Gdzie więc jest miejsce na nasz WŁASNY Rozwój osobisty?

Miejsce na nasz własny rozwój wewnętrzny powinniśmy znaleźć przez bardziej krytyczne podejście do serwowanych treści. Każda książka może nam pomóc zrozumieć siebie, ale tylko cząstkowo, ponieważ to nie my ją pisaliśmy, a więc jest ona o filozofii autora.

rozwój osobistyJeżeli weźmiemy Josepha Murpiego, to zauważymy, że twierdzi on, iż prawdzie życie zaczyna się dopiero wtedy, kiedy będziemy myśleć pozytywnie, co można osiągnąć przez afirmowanie przyjemnych treści. Autor ten przyrównuje umysł do wiadra z brudną wodą. Każda afirmacja jest jak kropelka wody (jeżeli jest pozytywna, to jest ona czysta). Kiedy do wiadra będzie kapała sama czysta woda, to w końcu się ono przeleje i wypłynie z niego cały brud. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że np. Jung (również Freud) twierdzi, że umysł jest zamkniętym układem, z którego nie można wyrzucić niczego. W tej koncepcji jedyna drogą jest przepracowanie bólu, co wiążę się z cierpieniem (czyli zupełnie inaczej niż u Murphiego). Mateusza Grzesiak uważa natoamiast, że powinniśmy żyć tu i teraz i nie zaglądać ani w przód, ani w tył.

Oczywiście przykładów mogę wymienić jeszcze więcej, ale nie chodzi tutaj o ilość. Proponuje raczej zwrócić uwagę na coś innego. Gwarantuję, że każdy z wyżej wymienionych autorów potrafi odpowiednio uargumentować swoje podejście. Zatem osoba, która jest podatna na wpływy i szuka szybkiego rozwiązania będzie zapewne skakała z kwiatka na kwiatek – od jednego autora do drugiego. Podkreślę zatem jeszcze raz. To jest ICH wizje świata, dlatego u nich może ona działać w stu procentach, a co za tym idzie, u Ciebie nie musi. Dlatego też trzeba sprawdzić autorów i wybrać z nich to co jest dla nas wartościowe.

Na koniec powiem coś, co może okazać się dla wielu z was bolesne. Rozwój osobisty to Twój rozwój i niczyj inny. Warto poczytać inspirujące książki, jednak zawsze trzeba mieć na uwadze to, że najważniejsze jesteś Ty, więc powinieneś szanować swoje myśli i uczucia (czyli nie traktować swojego sposobu życia jak chorągiewki). Dogmatyczne traktowanie wszystkich instrukcji zawartych w tzw. poraniło rozwoju osobistego jest jawnym przejawem tytułowego Niedorozwoju osobistego.