Zainteresowałam się ostatnio metodą Silvy. Cieszy się ona dużą popularnością, jest propagowana w dziesiątkach krajów na świecie, w tym także w Polsce.

Moja wiedza na ten temat nie jest oszałamiająca, to dopiero początek przygody z tą metodą, ale chciałam pokazać Tobie jak w łatwy i szybki sposób możesz pomóc sobie w najróżniejszych kłopotach.

Pewnie czytałeś już o przeróżnych metodach medytacji, czy też wizualizacji, ale ta jest naprawdę prosta. Mi dzisiaj pomogła uniknąć tabletek na ból brzucha, który może się przytrafić każdej kobiecie mniej więcej co miesiąc. Moja przypadłość jest taka, że zwykle ten pierwszy dzień jest dla mnie bardzo bolesny, a pigułki przeciwbólowe połykam w ogromnych ilościach, w przeciwnym wypadku nie wstanę z łóżka.

Ale jak wszystko we Wszechświecie, to miało swoją przyczynę. Wierzę, że w zdrowych warunkach nie powinno to powodować aż takich problemów. Wierzę, że ma to swój początek w nieprzyjemnych przeżyciach psychicznych, które wytworzyły u mnie, jak i pewnie u wielu innych kobiet, ból, który zwala z nóg.

Postanowiłam sprawdzić metodę Silvy.

Położyłam się w ciągu dnia na wygrzanym od słońca hamaku i odliczyłam najpierw spokojnie od stu do jednego. Już samo to spowodowało powolne “zapadnie się w siebie”. Może to być nieco problematyczne, jeśli przeżywasz ten ból w chwili, gdy próbujesz się rozluźnić. Naturalnym odruchem w takim przypadku jest opór i napięcie. Ale da się to zrobić.

Potem przeniosłam się w moje spokojne miejsce. To zazwyczaj jest kraina przepełniona pięknem natury. Uwielbiam szemrzące strumyki, zieleń trawy, drewniane kładki i łąki spowite kwiatami. Mniej więcej tak ono zazwyczaj wygląda.

Następnie zaczęłam wyobrażać sobie, że moje podbrzusze wypełnia piękne światło, które uzdrawia to miejsce, rozluźnia mięśnie i uśmierza ból. Przy okazji udało mi się znaleźć źródło mojej przypadłości w przeszłości: brak poczucia akceptacji i wsparcia, jakiego z pewnością potrzebuje każda dojrzewająca kobieta.

Potem powiedziałam sobie, że teraz moje ciało jest w pełni zdrowe, a kiedy się doliczę do pięciu, będzie w jeszcze doskonalszym stanie. Raz, dwa, trzy… Jeszcze raz powtórzyłam afirmację i przysięgłam sobie, że kiedy się przebudzę na pięć – będę pełna energii. Cztery, pięć… Otworzyłam oczy i poczułam się faktycznie znacznie lepiej.

Do końca dnia ból przewijał się od czasu do czasu. Nie zniknął jak za dotknięciem magicznej różdżki, ale był znacznie mniejszy i rzadszy. Nie musiałam się faszerować kolejnymi dawkami No-Spy ani innymi farmaceutykami.

Jestem przekonana, że powtarzając to ćwiczenie, mogę uzdrowić sama siebie, bo udało mi się dziś to po pierwszym razie. Każdy z nas potrafi. Spróbuj i Ty.

 

komentarze archiwalne:

 

Dzisiejszy artykuł wprawił mnie w stan wzruszenia i przyniósł jednocześnie poczucie empatii i ulgi.
Przez całe lata, od pierwszej właściwie chwili “wkroczenia do krainy kobiecości”, symbolicznie otwierającej się pierwszą miesiączką, przeżywałam istne tortury w związku z tą comiesięcznym”naturalnym, fizjologicznym procesem”.
Tak było przez prawie dwadzieścia lat.
Wkroczenie na ścieżkę rozwoju duchowego rozpoczęło w moim życiu procesy zmiany w każdej jego dziedzinie. Po latach kobiecych cierpień zaczęłam zbliżać się do źródła Poznania, Wiedzy i Prawdy Absolutnej, która stopniowo odsłania mi wszystkie mechanizmy, wszystkie zależności i energetyczne wypaczenia działające m.in. w tym obszarze doświadczania rzeczywistości.
Odkryłam, podobnie, jak Ty, Andżeliko, że, jak napisałaś “brak poczucia akceptacji i wsparcia, jakiego potrzebuje każda dojrzewająca kobieta”, a także – w jego następstwie- podświadome, uporczywe negowanie swojej kobiecości, doprowadziło do zablokowania energii m.in. w czakrze sakralnej i czakrze podstawy, a w rezultacie do nienaturalnych, comiesięcznych turbulencji. W moim przypadku rewelacyjne skutki, oprócz systematycznego przeprogramowywania podświadomości medytacją i afirmowaniem nowych, zdrowych przekonań, przyniosło stosowanie małej jogi palców, czyli techniki mudr.
Comiesięczny koszmar odchodzi powoli w niepamięć, ale na pewno spróbuję również metody Silvy dla wspomagania procesu leczenia, bo przecież cały czas jesteśmy w podróży, a ewolucja życia trwa nieprzerwanie i nie ma mowy o spoczywaniu na laurach!:-)
Dziękuję Ci z całego serca za poruszenie tego bardzo ważnego tematu. Każdy głos prawdy w sprawie uleczenia naszych serc i ciał z fałszu przyjętych kiedyś przekonań jest bezcenny!
Życzę Tobie i wszystkim kobietom, które już przemieściły swoje przekonania do tęczowego królestwa Uniwersalnej Miłości, szczęśliwej Drogi. A Tym, które jeszcze cierpią, by dane im było wyjść na spotkanie uleczeniu.
Wszystkiego cudownego!

 

Jeny, dziękuję za tak piękne słowa. Twój komentarz spokojnie nadaje się na świetny artykuł!

Myślę, że wiem z jakiego powodu przeżywam to zawsze boleśnie. Po prostu kiedy potrzebowałam jakiejkolwiek uwagi z tytułu, że coś się ze mną dzieje i to dziwnego, nikt nic nie mówił, nie powiedział mi nic. Nie miałoby to mieć znaczenia informacyjnego – raczej już wszystko wiedziałam na ten temat, ale chodziło o zwykłe wparcie, w ogóle słowa wyjaśnienia i akceptacji. Cokolwiek!

O irionio, jedyne co usłyszałam, to od taty, który po prostu stwierdził, że jeśli bolą mnie jajniki, to będę miała okres. Wszystko na ten temat.

Myślę, że po prostu ten ból jest podświadomym karaniem siebie, za to, że jestem fizjologicznie dojrzałą kobietą, co w moim przekonaniu gdzieś głęboko ukrytym – jest złe.

Jeśli chodzi o jogę, to nie słyszałam takiej metody. Podobno pomagają również zioła. :D

Dziękuję jeszcze raz za komentarz, jest pełen łagodności i miłości.
Pozdrawiam serdecznie!!