Zaznacz stronę

Chcę czystego nieba pełnego gwiazd i chłodnego powietrza wieczoru. Boże, jak ja pragnę tej wolności.

Wróciłem ze spaceru.. Spokój wieczoru i korzenna cygaretka uprzyjemniały mi drogę na prawo od zapory..

Czasem tak chodzę, sam. Bo i z kim miałbym iść?
Zbieram myśli, leczę skołowane idee.
Powoli zaczynam być jakby pustelnikiem, jakby przemykającym obok ludzi a niewidzialnym…
….bo mnie trudno zrozumieć.
Jak na faceta to dość nietypowy ze mnie egzemplarz.
Elektryk, grafoman, czasem romantyk, obserwator.
Umiem gotować, umiem wyplatać ze sznurków, umiem zabić kaczkę i zrobić kiełbasę, wędzę, piekę, kombinuje, robię nalewki, daj mi przepis a zrobię co zechcesz.. Tworzę własne metody na wszystko..
Poza tymi rzeczami czysto praktycznymi jest też cały wewnętrzny wszechświat. Cała plejada szczegółów, tysiące galaktyk przemyśleń, mgławice pomysłów, obłoki duchowości, konstelacje marzeń..
One tam są. Mniejsze i większe wewnętrzne światy, do których mało kto ma dostęp. A do niektórych nawet ja rzadko zaglądam.
Mandala wewnątrz nas, niekończący się wzór, przeplatany barwami.
Gdzieś tam jest też mały dzieciak. Wewnętrzny ja, z czasów gdy jeszcze nie bywało źle. Lub jeszcze za mało rozumiałem.
Dzieciak objawia się w potrzebie bliskości, niedoborze przytulania, objawia się czasem naiwną wręcz ciekawością. Taki mały ja.
Ten dzieciak popycha mnie do wielu ciekawych obserwacji…
… bo wiem, że śnieg pachnie i pachnie inaczej niż lód, bo oblodzone gałęzie wiśni pachną jeszcze inaczej, bo wiem , że do jajecznicy pasuje cynamon, bo wiem kiedy aronia smakuje dobrze i dlaczego sok ma mocno czerwony a brudzi na sinoniebiesko, bo wiem jak zwabić sikorki i wróble na podwórek, bo umiem zrobić syrop na kaszel i maść na problemy skórne oraz maść na rany drzew..
Kto to zrozumie? Kto w dzisiejszym pędzie zauważy takie rzeczy? Komu to zrobi różnicę?
Nie chcę być kolejnym napakowanym gościem w wypicowanym samochodzie, wypranym z refleksji. A życie próbuje mnie sprać jak szmatę.
Przydałby się ktoś, kto nie pozwoli mi wyblaknąć. Nigdy nie wyblaknę do końca, jednak z czasem wszystko traci na kolorze.
Życie jest zbyt piękne by widzieć je monochromatycznie.
Chłońmy je wszystkimi zmysłami.
Zapach wiatru, rozgrzewanie skóry słońcem, chrzęszczący pod butami śnieg.. Albo morze traw, falujące latem, morze zbóż przed żniwami. Wiecie jak brzmi dojrzewające zboże? Ono cichutko klika. Przypomina to nieco dźwięk pisania po tej klawiaturze, ale dojrzewające zboże śpiewa. No i pachnie, chlebem, polem, ciężką pracą.
Są momenty baśniowo piękne.
Kiedyś zbieraliśmy kostki słomy po żniwach, ojciec jechał ciągnikiem, mama z siostrą siedziały też na ciągniku a z tyłu był wóz z „ligami” naładowany kostkami do pełna. Nie było dla mnie miejsca żeby nie iść. Zatem szedłem.
I dobrze. Słońce już było za horyzontem, od tamtej góry do mojego domu może być koło kilometra. Zmęczony, zakurzony jak Beduin, z podrapaną przez słomę skórą człapałem powolutku do domu. Kilkadziesiąt metrów za mną powoli toczył się ciągnik z tymi kostkami.
Nad polami unosił się kurz, wzbity prze kombajny i inne maszyny. Droga jest piaszczysta, samochodem można zawisnąć na podwoziu.
Zatem szedłem podziwiając najpierw zachód słońca a potem sepię pól, łąk, upraw. Rozgrzane od całodziennego upału ciało stygło, kapelusz zawiesiłem na szyi tak, że opadał na plecy. Miałem sandały i brodziłem w chłodnym piasku. Piękne uczucie, niesamowite. Tuż przede mną z ugoru wynurzył się rudel saren, przebiegły może dwa metry ode mnie, ledwo widoczne, ich grzbiety obrysowane były złotą poświatą od resztek padającego światła.
Trochę jak na sawannie..
Kiedy byłem już bliżej naszego sadu poczułem tym razem rosę. Niebo przede mną było pomarańczowe jak cegła, za mną zaś na horyzoncie lśniły już gwiazdy. Pole pachniało wieczorem i warzywami.
Dotaszczyliśmy te kostki, ale zbyt ciemno było aby je tamtego dnia sprzątać.
Skrzypnięcie zamykanej bramy od przejazdu przy stodole oznajmiło mi koniec dnia pracy.
To jest to coś.
Tego nic nie odda. Satysfakcji z pracy, bliskości natury, swojskości. W takich klimatach się wychowałem i chciałbym te klimaty przekazywać dalej.
Nie zatracajmy zdolności widzenia codziennego piękna.
Żyjmy! I niech to życie smakuje, niech to będzie zasłużone.
Jak dobra kolacja i szklanka porzeczkowego wina po dniu solidnej pracy.

Dobranoc.