Zaznacz stronę

Jung ostrzegał ludzi, ponieważ nie lubił takich nurtów jak teozofia i innych tego typu pseudo-wschodnich nurtów okultystycznych, które jego zdaniem tylko małpowały i zniekształcały to, co przyszło ze Wschodu. Natomiast on chciał, żeby powstała kiedyś joga, która wyrośnie z psychologii człowieka Zachodu. Dał nawet takie piękne porównanie, że jeżeli porównamy mandale jego pacjentów z mandalami buddyjskimi, to te pierwsze przypominają rikszę, a te drugie – mercedesa. W mandalach buddyjskich znajdujemy zaawansowane struktury symboliczne, a w mandalach zachodnich tworzą się dopiero pierwociny jakiś wyobrażeń. Wyobrażenia te tworzone przez dłuższy czasy mogłyby natomiast doprowadzić do jakiś zaawansowanych struktur symbolicznych odzwierciedlających w pełni duszę Zachodu. Czy miał rację stawiając ostrą granicę między Wschodem a Zachodem? Na pewno w swoim czasie miał rację, bo każdy geniusz jest ograniczony przez swój czasu, i sama istota geniuszu polega na tym, że do owych granic sięga; jednak czas płynie, granice się przesuwają i najwięksi geniusze poprzedniego czasu okazują się być tylko ludźmi z klapkami na oczach. Wtedy rzeczywiście Wschód był Wschodem a Zachód Zachodem, jak stwierdził Kipling. Dzisiaj, po kilkudziesięciu latach od śmierci Junga, wiele prac pokazuje, że niekoniecznie mamy tak bardzo odmienną strukturę psychiki. Raczej dominuje dzisiaj podejście kulturowe mówiące, że na poziomie indywidualnym każdy ma swoje, że się tak wyrażę, osobiste symbole, są też rozprzestrzenione w danej sferze geograficznej symbole kulturowe oraz istnieją najgłębsze wzorce, być może są wspólne dla wszystkich ludzi. Kiedy zatem pojawiają się naprawdę głębokie archetypy, to już trudno mówić o różnicy między Wschodem a Zachodem. Różnica zatem pojawia się wyłącznie na poziomie kulturowym. Warto zaznaczyć bowiem, że jeżeli buddyzm pojawiał się w Indiach, potem w Chinach, Tybecie, Japonii, Korei, to w każdym z tych krajów jednak był różny. Istota była niewątpliwie ta sama, ale formy kulturowe były diametralnie inne. Proszę sobie porównać tańce w klasztorze tybetańskim i medytacje w klasztorze zen – to są dwa światy stojące wobec siebie na kulturowych antypodach. Być może o to Jungowi właśnie chodziło, żebyśmy nie naśladowali bezmyślnie nauk Wschodu, bo wtedy nie sposób osiągnąć żadnych prawdziwych efektów.