Zaznacz stronę

Dopóki neguje się lęk, ucieka od niego, uważa że to zbyt niskie wibracje, to niestety nie. W moim przypadku było tak samo, ciągle od niego uciekałam, a nawet miałam pretensje, dlaczego ja się wszystkiego boję. Nikt nie potrafił udzielić mi odpowiedzi. W przeszłości stosowałam różne sposoby aby przestać się bać, ale nie odnosiły żadnego skutku.

Po latach wiem, że z lękiem należy współpracować. Tak jak w biznesie, jest współwłaściciel, są wspólne decyzje, wspólne sukcesy, porażki, czy podział zysków. Z lękiem mam podobnie. Jednak zanim to się stało, przeszłam swoje doświadczenia. Nie wszystkie były sprzyjające. Nie raz płakałam, miałam żal do Boga, dlaczego mi to robi. Głucha cisza często była odpowiedzią. Dopóki nie byłam gotowa.

Na co? Na zrozumienie. Kiedy przyszła pokora po wielu latach (w bólach i cierpieniu oczywiście) wtedy pojawiła się lampka na moim horyzoncie. To był pierwszy sygnał zmian. Długich zmian. To był moment zerwania z „zabawą” dla ego (dla mojego ego afirmacje to była zabawa – nieskuteczna zresztą) i czas wytrwałej pracy nad sobą. Prawdziwej pracy nad sobą.

Kiedy zaczęłam otwierać się na wiedzę jaka przychodzi do mnie w wyciszeniu, wówczas zaczęły pojawiać się niezwykłe odpowiedzi. Nie wszystkie rozumiałam na pierwszy rzut ucha, ale ufałam im. Siła Wyższa coraz bardziej mnie otulała, dlatego i ja otworzyłam się na tę mądrzejszą część mnie.

Na pytanie dlaczego mnie to spotyka, za jaką karę, za jakie grzechy, usłyszałam coś bardzo mądrego. Mianowicie: to nie jest żadna kara, nie jesteś żadnym grzesznikiem, po prostu jeszcze nie wiesz wszystkiego o sobie. Nie widzisz siebie taką jaką naprawdę jesteś.

To był początek mozolnej pracy nad sobą, odkrywania, dlaczego wszystkiego się boję, dlaczego panikuję i dlaczego w efekcie mdleję. I krok po kroku odnajdowałam odpowiedzi. Jednak sama odpowiedź to nie wszystko. Zrozumienie to pierwszy krok. Kolejnym jest wysłuchanie swojego ciała, co ma do powiedzenia i wsłuchania się w nie, by odczuć, gdzie te lęki się znajdują. One są – zakorzenione bardzo mocno i głęboko, w wielu partiach ciała.

Moje ciało było sztywne, napięte, pamiętam nawet że masażysta nie mógł mnie rozmasować bo tak byłam wewnętrznie znerwicowana. Niestety jest to efekt braku poczucia bezpieczeństwa z okresu dzieciństwa, gdzie zamiast wsparcia, miłości i opieki otrzymywałam lanie, kary i słynne „idź mi stąd, nie mam dla ciebie czasu”.

Moje ciało na dodatek kurczyło się, za każdym razem kiedy to niewinne dziecko którym byłam, czuło „zagrożenie”. Nie rozumiało co się dzieje i od razu odczuwało lęk. Nikt nie przytulił, nie wysłuchał, nie wytłumaczył co się dzieje, a dziecko uznało to jako „zagrożenie”. Podświadomość szybko to uchwyciła, zapamiętała i gdy byłam coraz starsza, po prostu w podobnych sytuacjach lękowych od razu podświadomość podsuwała: „to jest zagrożenie, uciekamy!”. Nie umiejąc sobie poradzić, ze swoją nadwrażliwością, słabą psychika, uciekałam „mdlejąc” w każdej trudnej – dla podświadomości zagrażającej sytuacji.

Do wszystkich wniosków dochodziłam sama, ponieważ nikt nie potrafił znaleźć przyczyn moich omdleń. Ani lekarz, ani psycholog, ani psychiatra. Leki uspokajające pomagały tylko na chwilę. Już wiem, że trzeba dotrzeć do przyczyn, a nie leczyć objawy.

Wsłuchując się w moje ciało (które pamięta „dziecięce zagrożenia”) odczułam, jak bardzo brakowało mi miłości i wsparcia. Opieki. I samodzielnie, od nowa, zaczęłam siebie właśnie tak traktować, jak zawsze chciałam być traktowana. Z miłością, czule, z troską i zrozumieniem. Pomocą okazała się Magdalena Szpilka, jej wpisy, nagrania. To dzięki jej wiedzy udało mi się dotrzeć do moich bardzo zakleszczonych ran, bólu, lęków. Zaczęła się praca z wewnętrznym dzieckiem. Od nowa, raz po raz zaczęłam siebie słuchać, tłumaczyć samej sobie, dlaczego wtedy wydarzyło się to i tamto i jak można inaczej sobie z tym poradzić.

W każdej trudnej sytuacji po prostu wspieram siebie, uświadamiając sobie, że dam sobie radę. Lęki przekraczam na tyle na ile mogę w danym momencie. Nie oceniam sytuacji, wsłuchuję się w siebie, co czuję, gdyż wiele sytuacji z dzieciństwa w których się bałam wraca. Są inne okoliczności, inni ludzie, ale moje odczucia te same. I włączam świadomość. Obserwuję swoje ciało, oddech, odczucia, wsłuchuję się w te strachy na lachy, gdzie one są i najczęściej mocno siebie przytulam i wspieram. Kolejnym krokiem jest to, że pozwalam sobie świadomie odczuć to wszystko co przychodzi. Trzęsawki, drgawki, ścisk w gardle, jakiś ból, czasem płacz. Pozwalam sobie na to. Jestem świadoma swoich reakcji. I wypływa. Najczęściej w głowie widzę obrazy z dzieciństwa (podobnych emocjonalnie sytuacji) i od razu wiem, co czuję.

Czasem jest złość, krzyk, nienawiść. Staram się jak tylko mogę aby miejsce było dla mnie bezpieczne, gdyż często wyrzucam z siebie te stare żale. Ileż to razy krzyczałam że nienawidzę swoich bliskich. Mam prawo do tego, zostałam skrzywdzona, nie otulona, mam prawo krzyczeć, płakać, że nikt mi wtedy nie pomógł.

Obecnie ja jestem dla siebie psychologiem, ponieważ tylko ja potrafię w pełni siebie zrozumieć. Kiedyś bawiłam się w wybaczanie. Jednak po latach wiem, że dopóki nie wyrzuci się z siebie wszystkich ran, bólu, nie uzna własnej krzywdy, to efekt wybaczenia może być mizerny. Co z tego że komuś wybaczę, jak sama czuję ból i żal nadal po tylu latach? Najpierw ja muszę uznać że byłam skrzywdzona. Najczęściej mówię sobie w duchu: „przykro mi, że zostałaś w taki sposób skrzywdzona, przykro mi, że tego doświadczyłaś”. To naprawdę mnie leczy, a przede wszystkim to moje wewnętrzne dziecko, które tak bardzo pragnęło poczucia bezpieczeństwa! I przytulam je, mocno, tak aby znowu poczuło się kochane.

Moje ciało jest sztywne, bo jest nieufne. Wszelki dotyk je ranił, bolał, wspomnienia nadal bolą, nawet jak o tym teraz piszę. Czuję jak ono się ściska w niektórych miejscach. Tak, to nadal boli, tak nadal to wszystko pamiętam. Te szarpaniny za rękę, krzyki i agresje matki, te uderzenia pasem czy skakanką, brrr….W takich sytuacjach bardzo często przytulam siebie po prostu, głaszczę moje ciało i dotykam żeby poczuć ten ból świadomie. Za chwilę najczęściej płyną łzy, bo ciało pamięta. Czuję, kiedy się napina. Wiem kiedy zwijam ręce w pięści, jak do bicia. Tak, nadal mam ochotę uderzyć moich oprawców. I robię to w wyobraźni, bo tak czuję. Bo jest mi lepiej, bo nie chcę inaczej w tym momencie zareagować.

Lęk jest moim cennym drogowskazem. Pokazuje wszystkie moje słabości, uniki, czułe punkty. To stąd zaczyna się droga do odwagi, mocy, siły. To czego się boję, przekraczam krok po kroku w życiu, na tyle na ile mogę. Wspierając siebie cały czas, nawet mimo tego że w wielu sytuacjach nadal trzęsę się w środku dosyć mocno. Ale nie ma innej drogi do utworzenia nowych nawyków. Tam gdzie się boisz, jest Twoja siła. Nie raz to słyszałam. To prawda.

Niejednokrotnie wściekam się, gdy czegoś nie mogę zrobić, bo powstrzymuje mnie lęk. Ale wtedy robię tak jak sportowcy. Uspokajam się, głęboko oddycham, cały czas powtarzam: dam radę, spokojnie, dam radę, jestem silna, poradzę sobie. I wchodzę w daną sytuację, robiąc te rzeczy których się bałam. Ciało na nowo musi się odnaleźć w nowej sytuacji, ale przekraczając lęki świadomie, wszystko jest możliwe.

Jak wiadomo, nie wszystko wydaje się takie proste na pierwszy rzut oka. Tak. Dlatego każdy z nas ma inne wyzwania. Inne kamienie milowe na swojej drodze. Niektóre trzeba pokonywać setki razy, a mimo tego nie ma pewności co dalej. Tak. Dokładnie tak jest. Ale na tym polega Hart Ducha i pokonywanie własnych słabości, z ufnością że dokądś to zaprowadzi, nawet jeśli nie mamy zielonego pojęcia co dalej będzie. I tutaj kłania się właśnie zaufanie do naszej życiowej drogi. Kolejna trudna rzecz do opanowania. Zaufanie.

Życie jest nieprzewidywalne. Jest zmienne. Nic nie jest trwałe i raz na zawsze. Nie. I dlatego musimy na nowo nauczyć się funkcjonować. Taka jest droga każdego wojownika. Taka jest moja droga. I być może Twoja też. Ale to co wyłania się po drugiej stronie, kiedy zaufamy, jest bezcenne.

 

autorstwa:

Boskie Życie boskiezycie7.blog.pl/