Nie podchodzi mi muzyka tego chłopaka. Nie tylko mnie, wnioskując po ilości negatywnych głosów na YouTube. Lecz nie o gustach muzycznych dziś chciałem pogadać, ale o pieniądzach.

Jak podaje internetowa odsłona magazynu Forbes, Bieber zarabia +/- 54 miliony dolarów rocznie. Sprzedał dotąd 12 milionów płyt. Jego profil na Twitterze śledzi przeszło 24 miliony ludzi. Ballada „Baby” na YouTubie przekroczyła rekordową liczbę 755 milionów odsłon.

Sekret tego sukcesu? Pomimo, iż jego twórczość jest oceniana wyjątkowo nisko? (Zazdrośnicy?…)

Wspomniany magazyn Forbes opublikował nie tak dawno artykuł o kulisach biznesowej strony Justina. Redaktorzy wyjaśniają, że zdobytą fortunę ze sprzedaży płyt i koncertów, Bieber inwestuje we wchodzące na rynek firmy z branży IT i nie tylko. Co ciekawe, swą edukację stricte biznesową rozpoczął trzy lata temu, gdy po raz pierwszy stanął na scenie.

Jak podaje jego manager, obecnie posiada udziały w wielu firmach. Spotyka się raz w tygodniu z prawnikiem, po to by pogłębiać wiedzę na temat biznesu i świadomie torować ścieżkę swojej kariery. Mając 18 lat, zarabia mnóstwo pieniędzy, sprzedając płyty, koncertując, a nawet wkraczając na rynek kosmetyków. Wydał świeży album i przymierza się do intensywnej trasy koncertowej, która uzupełni jego konto bankowe na jakieś 80 milionów dolarów.

Aż samo ciśnie się na usta …

Cholerka, dlaczego nie może poczekać, aż trochę dorośnie?

Cóż, właśnie to robi większość ludzi. Czekaaają. I czekają. I czekają. I to jest ich wielki błąd oraz przyczyna braku osiągnięć.

Gdyby Bieber czekał z rozwojem swej muzycznej kariery zanim dobije do „przyzwoitego” wieku, dziś prawdopodobnie na jego koncie byłoby ledwie kilka tysięcy dolarów. Mało tego, gdyby rozwijał się linearnie, czyli poświęcając się wyłącznie muzyce, jego dorobek byłby dwukrotnie mniejszy. Nie jest tak, bo jednocześnie koncertuje, nagrywa piosenki, inwestuje w firmy, rozwija biznes wokół swej marki w kosmetyce, a lista ciągnie się dalej. Robi wiele rzeczy w jednym czasie.

Jednak większość ludzi rozwija się typowo sekwencyjnie. Najpierw zdobądź pracę, żebyś miał jakiś dochód. Potem kup sobie samochód. Następnie weź kredyt i kup mieszkanie lub dom. Ustatkuj się, zacznij oszczędzać i to, co ci zostanie, zacznij inwestować, ale upewnij się, że wcześniej odłożyłeś jakieś pieniądze — tak na wszelki wypadek. Jeśli inwestycje przynoszą zysk, kieruj swe działania w stronę niezależności finansowej.

Ale szczerze? Mało kto w ogóle dobija do połowy tego „sielankowego” scenariusza, według którego większość ludzi stara się wieść swe życie. Błąd. Lecz nie wszyscy go popełniają…

Na przykład Arnold Schwarzenegger zaczął inwestować swój dochód w nieruchomości jeszcze zanim kupił własny dom, panosząc się po mieszkaniach swoich znajomych. Wyobraź sobie — bezdomny inwestor nieruchomości, który spędza noce na kanapach u przyjaciół! Dziś jest bogaty, głównie dzięki właśnie nieruchomościom, w których dostrzegł szansę na finansową niezależność. Nie czekał, ale robił wiele w jednym czasie: pracował, odkładał, inwestował. Widać wyszło mu to na dobre.

Zatem fundamentalną regułą jest pracować nad teraźniejszością i przyszłością jednocześnie, nie po kolei, gdzie „po kolei” oznacza w odstępie kilkunastu lub kilkudziesięciu lat. To po pierwsze.

Po drugie — zacznij działać zanim będziesz gotów. Jest to kolejna reguła, będąca wnioskiem z analizy sukcesu Biebera. Zwykliśmy planować to, co zrobimy w przyszłości — bardziej lub mniej odległej. Ile z tych planów faktycznie realizujemy? Właśnie, niewiele.

Cokolwiek planujesz zrobić kiedyś, zacznij TERAZ, nawet jeśli sądzisz, że nie jesteś gotów. Myślisz, że Bieber był gotów na tak wielką karierę w wieku 15 lat? Prawdopodobnie nie. Ale zaczął działać mimo wszystko i dlatego dziś jest tu, gdzie jest. A nie jest to najgorsze położenie, w jakim człowiek może się znaleźć.

W biznesie ruch jest lepszy od medytacji. Norman Schwarzkopf powtarzał, że rozpoczynanie działania w złym kierunku jest lepszą rzeczą, niż stanie w miejscu i nierobienie niczego. Powód? Kiedy zaczynasz w złym kierunku, to wiesz, że ten kierunek musisz zmienić — i jeśli jesteś uparty, zmieniasz go, dążąc wreszcie do realizacji celów. Z kolei kiedy stoisz w miejscu… to stoisz w miejscu. Nic się nie dzieje.

 

Właściciel lub właścicielka takiego gabinetu chętnie rzuci okiem na ulotkę kremu do masażu, który ma w ofercie firma, z jaką współpracujesz. Jedyne, co musisz zrobić, to ją wysłać, poprzedzając osobistym listem. Tu kłania się marketing bezpośredni (direct mail marketing). Może pogadamy o tym w przyszłości na tym blogu. Rozwojowy temat.

Jeśli skuteczniej działasz poprzez rozmowę niż słowo pisane, wtedy zadzwoń i umów się na spotkanie, na którym przedstawisz szczegóły swojej oferty. Możliwości jest mnóstwo, pod warunkiem, że nie ograniczysz się wyłącznie do tworzenia struktury z osobami fizycznymi. Wybór należy do ciebie. (Pamiętaj o Bieberze i Schwartzeneggerze.)

Bo skąd wiesz, że  początku klient na produkty nie zdecyduje się rozwijać własnej struktury? Nie wiesz, dlatego warto działać z firmami i ludźmi pracującymi na etacie.

Zacznij działać, nawet jeśli czujesz,
że nie jesteś jeszcze gotów

Gotów … cel … pal… czy gotów … pal … cel? Drugie wyjście daje ci znacznie większe możliwości niż pierwsze. Oto dlaczego: jak już wspomniałem, jeśli zaczniesz działać, to masz szansę korygowania swoich działań. Z kolei jeśli wciąż i wciąż się przygotowujesz do wejścia na arenę biznesu, to w konsekwencji tych przygotowań ogarnia cię niepewność.

Mamy tendencję do przyswajania wiedzy, czując, że zanim zaczniemy działać, najpierw musimy przeczytać jeszcze parę książek i odbyć to czy tamto szkolenie. Jest to błędne koło, które najczęściej nigdy się nie kończy.

Każde, nawet najmniejsze działanie w kierunku, w którym widzisz swoją przyszłość jest o wiele lepsze, niż stanie w miejscu — nawet jeśli stanie w miejscu poświęcasz na edukację. Działaj i koryguj kurs, jednocześnie ucząc się nowych rzeczy. Porażka bowiem nie jest najgorszym niepowodzeniem. Właściwie to jest ona niezbędna. Znacznie gorsze niepowodzenie odnosisz wtedy, gdy nie wypróbujesz się w praktyce — gdy nie zaczniesz nic robić…