Niemałe zdziwienie, konsternacje wywołał dziś u praktykującej katoliczki widok znaków runicznych na drzwiach mojego domu. szczególnie zaniepokoiła ją jedna duża złota runa symbolizująca dom czyli OTHALA.

runa othala

Zapytała, „A co to jest?”, gdy odpowiedziałam – runy. Robiąc wielkie oczy zapytała – „A co to są runy? i stwierdziła, że „to nie chrześcijańskie”. Nie chcąc się wdawać z nią w dyskusje odparłam tylko z uśmiechem, ze to nic złego. Bo tak jest, runy są to magiczne znaki celtycko – starogermańskie przyciągające szczęście i o ochronnym działaniu, gdy są odpowiednio użyte. A oburzanie się, czy jest to chrześcijańskie czy też nie, nie ma sensu.
Bo czy chrześcijańska jest choinka, którą ubieramy na Boże Narodzenie? Nie, to pogański zwyczaj przystrajania Drzewka Obfitości podczas zimowego przesilenia. Pan Jezus nie urodził się pod choinką, tylko pod palmami w gorącym klimacie Izraela. I bardziej po chrześcijańsku byłoby celebrować dzień jego urodzin przy tym właśnie drzewku, a nie iglastej choince. Tak samo dzień 25 grudnia nie jest faktyczną datą urodzin Chrystusa. Ani Ewangeliści, ani inne źródła, nie mówią nic o dniu Jego narodzenia, a i z ustaleniem roku też są duże trudności. Ze stwierdzenia, że pasterze czuwali w polu przy stadach (Łk 2, 8) możemy jedynie wnioskować, że miało to miejsce pomiędzy marcem, a listopadem. A Święto Bożego Narodzenia zaczęto obchodzić w Rzymie dopiero w IV wieku.
Chrześcijańskie nie jest także malowanie jajek na Wielkanoc, bo to także zwyczaj pogański. W starożytnej Grecji i Rzymie zmarłych żegnano, składając im w ofierze czerwone jajka, podkreślając symboliką tej barwy powagę chwili. Odczyniano też za pomocą jajek czary, zabezpieczano się przed chorobami i urokami, a nawet próbowano zapewnić sobie powodzenie w miłości.
Więc o czym my tu mówimy, nie ma sensu doszukiwać się czegoś złego w czymś co nie ma czystego przesłania chrześcijańskiego. Bo wszystko się przemieszało i to za przyzwoleniem Władz Kościelnych : i tradycje pogańskie i obrzędy czysto religijne. A dlaczego na to Kościół przystał? Odpowiedz jest krótka, żeby przyciągnąć więcej ludzi do siebie.
Nie widzę nic złego w tym, ze człowiek otacza się symbolami powszechnie uznawanymi jako szczęśliwe, czyli przynoszące szczęście, Czy to będzie zielona koniczynka, czy to będzie słoń z trąbą ku górze, runiczny znak lub chiński smok szczęścia, czy też wizerunek anioła ze skrzydłami. Posiadanie jakiegoś talizmanu to rodzaj medytacji, afirmacji czy wizualizacji, gdyż mając go przy sobie, dokładnie wiemy, jakie nasze pragnienie – marzenie jest w nim zaklęte. Prawo Przyciągania realizuje się dzięki naszym myślom i szczerym intencjom.
Wbrew pozorom, te typowe chrześcijańskie symbole wcale nie są takie dobre dla człowieka. Wieszanie krzyży w domu, noszenie krzyżyków na łańcuszkach, przyciąga trudy i ciężkie życie. Każdy z nas dobrze zna zwyczaj, żeby nie obdarowywać nikogo kochanego krzyżykiem na łańcuszku, bo mu to szczęścia nie przyniesie.
Od bardzo dawna interesuje się wierzeniami innych ludów, magią, ale tą białą o pozytywnym zabarwieniu. I nie widzę w tym grzechu, ze raz na jakiś czas stawiam sobie wróżbę z kart klasycznych czy Tarota, tym bardziej że pokazują mi prawdę. Więcej grzeszny jest ten, który po wyjściu z kościoła, po odmówieniu litanii modlitw, w drodze powrotnej do domu z sąsiadką obgaduje obrzydliwie inna sąsiadkę.
A moje znaki runiczne na drzwiach domu, jak i namalowany tam chiński smok z perłą w ustach, strzegą go i jego mieszkańców, których od progu wita patrzący na nich anioł. Im więcej takich talizmanów na szczęście, tym większe prawdopodobieństwo, że któryś spełni pokładane w nim oczekiwania. Mniej chrześcijański jest luksusowy mercedes, którym ksiądz przyjeżdża na cmentarz, by odprawić zmarłego w ostatnią drogę. Powinien przyjść na pieszo z kościoła i za darmo wypełnić tę posługę, tak jak jego poprzednicy przed tysiącami lat.
Ale takich przykładów – porównań można by wyliczać bez końca, nie o to tu chodzi, ale o to kto ma prawo oceniać, czy coś jest odpowiednie dla chrześcijanina czy nie, jeśli to mu dobrze służy i nie czyni innym krzywdy?
Jak choćby ta wspomniana na wstępie runa – OTHALA – inaczej ojcowizna. Jest to runa domu, rodziny i dziedziczenia nie tylko majątku, ale i kultury, obyczajów i miłości do ojczyzny. Czy jej wymowa ma jakikolwiek negatywy oddźwięk?
O runach opowiedziała mi kiedyś koleżanka z pracy, Danuta wyryła je sama sobie na kamyczkach i trzymała zamknięte w skórzanym woreczku. Nauczyła się z nich wróżyć sobie i innym. Bo każdy znak runiczny mówi o czymś innym, co innego symbolizuje.
Wśród dawnych ludów północnej Europy rozpowszechnione było przekonanie, iż runy są znakami objawionymi ludziom przez Boga, stąd też przypisywano im znaczenie tajemne, wykorzystywano do wróżenia oraz sporządzania talizmanów chroniących przed złem i wzmacniających organizm człowieka. Najdawniejsze inskrypcje runiczne pochodzą z II i III wieku n.e.
Więc jak widać, nie są to szatańskie symbole złych mocy, ale coś co kiedyś pomagało człowiekowi, więc może pomagać i teraz. Wszystko jest dozwolone dotąd, dopóki nie staje się śmiertelnie poważne. Tak jak religia, w imię której jej zagorzali fanatycy zabijali w wyprawach krzyżowych kiedyś i teraz, gdy skrajni fundamentaliści islamscy zabiją w imię dżihadu. A takie wspieranie się magicznymi symbolami w ramach poprawy własnego samopoczucia lub dodania sobie courage w życiu, jest zupełnie niewinne.

autor:Angelinaisone