Ok, wiesz zatem, jak przyciągnąć nowych ludzi do twojego otoczenia.

Ale teraz nasuwają się pytania:

Po co nam Ci ludzie?
Jaki związek z Prawem Przyciągania mają oni dla Ciebie?

Kiedy zaczynasz poznawać Sekret, kiedy zauważasz pierwsze oznaki jego działania w swoim życiu, dostajesz niezłego kopa do dalszych wysiłków. Jednak wielu z nas nawet wtedy nie do końca wierzy, że to Prawo naprawdę działa.

To jest tak: żyliśmy latami w kajdanach niepewności, braku wiary w siebie, wmówionych „prawd” i nabytych kompleksów. Jeśli poznawszy podstawy Sekretu zaczynamy go stosować i coś dzięki temu nam wyjdzie, to… Och…!!!! Ło Matko Bosssska.. !! :)
Aż nam dech zapiera z wrażenia! Dokonaliśmy właśnie jakiegoś małego cudu… ! O kurrrrka blllaszka… !!

Jest to dla nas szok, coś, na co nie byliśmy przygotowani.

Wtedy – przewrotnie – już po krótkim czasie sami przestajemy wierzyć w to, co nam się przydarzyło. Opary dawnych blokad owijają nam oczy i uszy, wciskają się przez nos do naszej podświadomości. Stopniowo, stopniowo odrzucamy w myślach to, co się nam właśnie udało.

Czyż nie mieliście tak raz, czy dwa?

Ja tak miałem ze dwadzieścia razy.

Za każdym razem musiałem od nowa brać się w garść.

Ale za każdym razem było mi coraz łatwiej :)

Co ułatwiło mi zmagania z własną podświadomością?

ODPOWIEDNI LUDZIE.

„Kto z mądrym przestaje, nabywa mądrości.” — Pismo Święte, Księga Przysłów

Przyciągnąłem sobie odpowiednich ludzi. Przy pomocy opisanych zasad, technik. Wizualizowałem ich sobie. Wierzyłem, że przyjdą. I przyszli. Jedni – ci nowi – pojawili się znikąd. Inni byli ze mną od lat, ale właśnie teraz odkryli ten sam impuls do zmiany swojego życia! Wspieramy się na co dzień. (Aż się uśmiecham, jak teraz o nich myślę :) )

I wiecie co?

Od czasu, gdy dążymy razem do poznania Prawa Przyciągania, idzie nam to 10 razy szybciej, niż każdemu z osobna. Serio. To coś niesamowitego!
To jest tak, jakby zdrowieć z długiej i ciężkiej choroby w ciągu godziny! Wyobraźcie to sobie…

I po to właśnie potrzebujecie ODPOWIEDNICH ludzi:

  • aby pomogli przebrnąć przez najtrudniejszy początek Drogi Sekretu;
  • aby wspierali Was w przypadku niepowodzeń;
  • aby dzielić się z nimi swoimi doświadczeniami i wyciągać wnioski;
  • aby jechać do szczęścia z prędkością 500 km/h, zamiast 50 km/h!
  • A także: aby było dla kogo żyć :)

„W ofiarowaniu siebie Przyjacielowi najpiękniejsze jest to, że to, co do nas wraca jest zawsze lepsze od tego, co dajemy. Otrzymujemy odpowiedź o wiele bardziej hojną, niż nasze działanie.” — Orison Swett Marden

Zauważcie teraz jedną bardzo ważną rzecz: WY JUŻ MACIE ODPOWIEDNICH LUDZI WOKÓŁ SIEBIE!

Gdzie?

Tutaj! Na tej stronie internetowej, na tym blogu. Tak po prostu. Pomyślcie: większość z nas, zaglądających tutaj, ma chęć zmienić swoje życie. Niektórzy są w trakcie, niektórzy już je zmienili. Generalnie – przyświeca nam ten sam cel. Każdy ma swoje doświadczenia związane z Sekretem, porażki, sukcesy, załamania, euforie… Mamy idealną, wymarzoną grupę ludzi, aby się wspomagać. Uświadomiłem to sobie pewnego dnia i każdy z Was za chwilę to pojmie.

Poczujcie fakt, że mamy wszyscy wspólny cel. Wyobraźcie sobie nas: te prawie dwanaście tysięcy ludzi (tyle osób czyta ten blog). Wyobraźcie sobie i poczujcie, jak wszyscy razem idziemy na ten Magiczny Spacer Do Sukcesu… Śmiejemy się idąc, gadamy sobie i jesteśmy szczęśliwi!

Dwanaście tysięcy dobrych Przyjaciół idzie sobie razem :)

Macie to przed oczami?

Jasny gwint! Ale moc, no nie?

Uffffffff……… :)

Utrzymajcie ten obraz jak najdłużej w myślach…

Teraz z innej beczki.

Wiem, że każdemu z Was bywa źle. Każdemu coś się czasem nie udaje. Dla chwilowo podłamanych mam dobrą wiadomość: jeśli ponosisz naprawdę potężne porażki, jeśli masz rzeczywiście solidne kłopoty, to szczerze Ci zazdroszczę :) Dlaczego?

Niech za mnie odpowiedzą klasycy:

„Kiedy Bóg chce Ci zrobić podarunek, zwykle opakowuje go w kłopot. Im większy podarunek otrzymujesz, tym większym kłopotem Bóg go maskuje.” –Norman Vincent Peale

„Każda porażka niesie w sobie ziarno równej lub nawet większej korzyści.” — Napoleon Hill

 

 

KOMENTARZE

 

Sekret działa.
Musiałam nieźle się namęczyć by przekonać mój analityczny umysł, że ot tak mogę sobie w coś uwierzyć, plastycznie wyobrazić i raz dwa, spadnie mi to z nieba. Ale wiecie co..to naprawdę działa. Wojciech i Radek wiedzą, że jest potrzebna naprawdę MOCNA wiara! Ale to taka naprawdę niezachwiana!
Dowód…hmmm…raz: za miesiąc wyjeżdżam na upragnione studia do Zurychu, dwa: nie zapłacę przez ponad 5 lat ani grosza za mieszkanie w tym okropnie drogim kraju jakim jest Szwajcaria, trzy: jeszcze będę dostawać spore pieniążki, cztery: będę miała za darmo kurs językowy niemieckiego, pięć: darmowy kurs hiszpańskiego, sześć: dyplom z Uniwersytetu Zuryskiego będącego jednym z najlepszych uniwersytetów w Europie i na świecie, siedem: nauka w tym miejscu to nauka pośród Alp, pośród przepięknych widoków, czy to nie przyjemność przechadzać się z książką smakując najprawdziwszą szwajcarską czekoladę…?

Jak to zrobiłam?
Zastosowałam Sekret. Ot tak po prostu go zastosowałam.

Nie raz pisałam do Wojciecha rozżalona, z prośbą niech mi wytłumaczy jak ja mam ten cały Sekret stosować..no i się udało..poszło lepiej i szybciej niż się spodziewałam :-)

 

Ja tak jak Aldona raczkuje choc sekret znam od dawna to jakos brakowalo mi motywacji aby zaczac dzialac ale dosc tych marzen czas na ich realizacje.Jedno z moich mlodzienczych marzen spelnilo sie po 30 latach, to troche za dlugo teraz juz nie mam tyle czasu, moze nawet jestem najstarsza entuzjastka sekretu?

 

Moje dziecko przyszło do mnie za pomocą Prawa Przyciągania. Po roku starań, pierwszą ciążę poroniłam, a potem zabrałam sie ostro za siebie. Uznałam, że każde wydarzenie w życiu ma dla nas sens i każde jest dla nas cenną lekcją. Postanowiłam dobrze odrobić tę lekcję. Chcąc zostać matką musiałam zająć sie sobą – zmieniłam dietę, zadbałam o emocje- wyciszenie, spokój, umiejetne radzenie sobie ze stresem, ruch. A poza tym właczyłam prawo przyciągania – jak indianki z pewnego plemienia, siadałam i medytowałam, prosząc duszę dziecka, aby przyszła do mnie. Potem wyobrażałam sobie siebie w ciąży, potem jak tule w ramionach dziecko. Zaczęłam kupować malutkie ubranka i akcesoria dla niemowląt – myślac o tym że naprawdę jestem w ciąży. No i stało się – po dwóch miesiącach (a nie dwóch latach) test ciażowy pokazał dwie kreski!!! Mój synek za 2 tygodnie skończy roczek :) Jeśli potrzebujesz rady, to przy staraniu się o dziecko, bardzo wiele zależy od emocji. Nie bez przyczyny wiele poczęć zdarza się na wakacjach, gdy ludzie odpoczywają, są odprężeni i wyluzowani. Pomyśl o swoich emocjach, zaopiekuj sie najpierw sobą – jak dzieckiem, a zobaczysz, że wkrótce będziesz się opiekować swoim maleństwem. Powodzenia!!!