Ostatnio wizualizując przed snem, zauważyłam, że sama sobie odmawiam mocy… Zamiast pewnej wizji, miałam przed oczami więcej wątpliwości, niż zdecydowania i chęci realizacji. Spostrzegłam, że sama na siebie sprowadzam niepewność, zwątpienie w swoje siły.

Jeśli to myśli kształtują nasze życie, nie bójmy się być zdecydowani w swojej kreacji. Przecież i tak to robimy – to znaczy stwarzamy materialny świat, nawet siedząc i wątpiąc. Cały czas to robimy, dlaczego by nie robić tego stanowczo i z głową podniesioną do góry?

Nie możemy bać się. Nie możemy obawiać się, że nasza wizja jest niepoprawna, że zmieni świat w sposób negatywny, że wpłynie na nas i innych w jakiś sposób. Przecież ona i tak na co dzień to robi.

Człowiek nie może zaprzeczać swojej mocy. Takie działanie prowadzi do braku wiary w siebie i w swoją wizję, a wtedy myślimy: no tak, Prawo Przyciągania nie działa. Bądź zdecydowany w stwarzaniu. Czemu miałoby to być w gruncie rzeczy złe, skoro przynosi tyle pozytywnych następstw?

Gdyby Bóg siedział przed Stworzeniem Świata i zastanawiał się, czy aby jego wizja jest pełna, wspaniała i idealna, pewnie nie istniałoby nic do dzisiaj. Musisz być przekonany, że kreując wypływa z Ciebie sama Miłość, wszakże od Niej pochodzisz.

Bądź jak swój Stwórca: wielki w stwarzaniu wielkich rzeczy. Myśl o rzeczach wspaniałych i doniosłych, a wtedy nie ma miejsca na porażkę. Dzięki temu zamiast przynosząc strach, którym jest wątpliwość, przyniesiesz pewną przyszłość sobie i innym dookoła.

Wystarczy zaufać swojemu Potencjałowi.

 

Doskonale rozumie ludzi będących w beznadziejnej sytuacji, ponieważ sam kiedyś myślałem, że w takiej jestem. Jednak teraz wiem, że to była nie prawda. Oczywiście coś takiego nie istnieje. Tkwiłem w iluzji. Moja rzeczywistość była odzwierciedleniem tego, co było w moim umyśle. W rzeczywistości widzimy odbicie tego, jacy jesteśmy.

Często bawimy się w tzw. rozwój osobisty, ale tak naprawdę nie mamy o nim pojęcia.

Dzięki wizualizacjom, afirmacjom próbujemy przyciągać idealnego partnera, samochód i co nie wychodzi? Ojoj, jakie to przykre.

Próbujemy odszukać naszą prawdziwą naturę od złej strony, ale nie widzimy rezultatów…

Jak nisko upadliśmy skoro nie potrafimy obdarzyć osoby na ulicy szczerym, bezinteresownym uśmiechem?

… przecież te wszystkie umysłowe zabawki mają za zadanie właśnie pomóc nam odkryć naszą prawdziwą tożsamość, nasze wrodzone prawo do radości i miłości. Co więc chcemy wskórać ćwicząc całymi dniami pozycję lotosu, skoro nie potrafimy ze szczerym entuzjazmem powitać swojego znajomego, czy z uśmiechem skasować bilet w autobusie za druga osobę?

Część ludzi nie potrafiąca korzystać z Prawa Przyciągania na tyle, aby być zadowolona ze swojego życia przyjmuje postawę buntowniczą obierając niewłaściwy ster. „Bo ileż można brać odpowiedzialność za to co mnie do cholery spotyka, czy ja jestem winien tej sytuacji?!” Zaczynają wtedy negować to Prawo i za swoją frustrację obarczają Sekret (który miał przecież za nich wszystko załatwić)

Zaczynają się komentarze, że to bujda, że to dobry interes dla ludzi, którzy to napisali i tego typu podobne bzdety.

Ludzie zaczynają oceniać Sekret jako książkę podczas gdy powieściopisarze piszący literackie gnioty, sprzedają tak samo. Kto im wtedy wypomina marketing i promocję ich twórczości?

Tzw. Sekret czyli idea Prawa Przyciągania to wspaniała, prawdziwa koncepcja oparta o fundamenty rozwoju ludzkiego, dodatkowo doskonale przedstawiona i rewelacyjnie opakowana przez jego twórców.

Ja również otrzymuję listy od ludzi, którzy są w tzw. beznadziejnej sytuacji, jednak co ja mogę zrobić?

Mam jechać do każdej z tych osób i rozmawiać z nią na temat jej problemów, ponieważ ona zawaliła swoje życie? Mam jej powiedzieć, że przywiozę jej worek z pieniędzmi, jedzenie, zdrowie (wpisz, co chcesz)?

To, co do mnie należy to napisać im PRAWDĘ!

Że są odpowiedzialni, żeby wyszli ze swojej strefy komfortu, kiedy pojawia się okazja, żeby odpuścili, kiedy potrzeba, żeby prawdziwie otwarli się na ludzi i Wszechświat.
O potrzebach ludzi, którzy określają swoje życie jako „beznadziejne sytuacje” świetnie pisze Wattels w „Sztuce Wzbogacania Się” ujmując to w stwierdzeniu: „Ludzie nie potrzebują dobroczynności, potrzebują inspiracji!”

Najważniejszym celem człowieka jest jego rozwój duchowy, czyli poznawanie swojej prawdziwej tożsamości. Im bardziej ktoś twierdzi, że jego sytuacja jest beznadziejna tym mniej poznał samego siebie. Im bardziej ktoś czuje się szczęśliwy tym bardziej ewoluował duchowo i zrozumiał na czym polega życie. I tutaj nie można nic innego napisać. Tak jest i kropka.

Z drugiej strony nie ma sensu się za nic obwiniać, bo to jest bezowocne.

Na koniec jeszcze jedno.

Weźcie pod uwagę, że tysiące osób na całym świecie wyszło z tzw. beznadziejnych sytuacji dzięki poznaniu Prawa Przyciągania.

Czy przysłowiowy „kawałek chleba”, którego Ci ludzie wcześniej potrzebowali mógłby w jakikolwiek porównywalny sposób zmienić bardziej ich sytuację życiową?