rzyszedł czas na przeszłe rozliczenia. Dzisiaj wyjątkowo coś mnie tknęło, żeby zrobić finansowy bilans mojej przeszłości zawodowej. Okazało się, że było lepiej niż mi się wydawało. W latach 2011-2012 sporo zarobiłam jak na siedzenie w domu i zarabianie przez internet, gdzie dla mnie to były początki. Moje przychody wyniosły ok. 7.000 zł. Dla mnie to spora suma, jak na pracę w domu. ALE!!!

No właśnie. I tu zaczynają się schody…A właściwie wewnętrzne rozliczenie, które jest ważne na moim etapie obecnej podróży. Okazało się, że te pieniądze zamiast przeznaczyć na to na co marzyłam w tamtych latach (marzyłam o podróżach) to najzwyczajniej w świecie „przejebałam”. Nie boję się użyć tego mocnego słowa, bo widząc swoje wydatki – tylko tak można to ująć.

Zrobiłam to bardzo niedojrzale z perspektywy dzisiejszej świadomości i wiedzy. Najgorsze jest to, że w tamtych latach naprawdę marzyłam o podróżach, a wciąż miałam wrażenie że mnie na nie nie stać, nie mogę sobie pozwolić i takie tam. Nie widziałam czegoś, co Życie podsunęło mi bez żadnego „ale”.

To był okres odpoczynku po mozolnym, rocznym prowadzeniu firmy której miałam dosyć. Zawiesiłam ją i mogłam spokojnie odpocząć. Mieszkałam akurat z rodzicami, bo w 2008 roku wróciłam ze Szczecina do domu. Komfort jak ta lala. Mogłam spokojnie usiąść i pomyśleć, co mam dalej ze sobą zrobić. Niestety nerwica wzięła górę. Zaczęłam panicznie robić ponad siłę (nie wiem co mnie opętało) i te zarobione pieniądze w efekcie „przejebałam”.

Żałuję tego ogromnie, bo mogłam rozsądnie to wykorzystać. Bóg zamknął mi wtedy drzwi do pracy etatowej, nie mogłam jej znaleźć po prostu. Stąd też zamknęłam się w domu, przed komputerem. Widząc programy podróżnicze, marzyłam o podróżach. I zamiast odłożyć te zarobione sumy, to je wydałam…

Przejrzałam inne lata i też wyszło całkiem nieźle. Naprawdę mogłam odłożyć sowite pieniądze i je potem mądrze wykorzystać. I to jest właśnie błąd, którego żałuję: nieodpowiedzialność w finansach.

Jak wiadomo, pieniądze są energią i to jak nimi zarządzamy, ma ogromny wpływ na to jak funkcjonujemy, zarządzając naszą energią. Co mam na myśli? Decyzje.

Nieważne ile do nas przychodzi, ponieważ nawet na drobnych sumach można uczyć się zarządzania finansami. Każdy z nas ma inną sytuację, ale to co mogę powiedzieć o sobie to to, że ja zarobionymi pieniędzmi próbowałam rekompensować brak przyjemności w życiu. Czyli brak radości z tego, co mogłam robić, a nie robiłam. Mimo że dostawałam znaki, mimo że otwierały mi się drzwi do marzeń. Nie widziałam tego.

Za 7.000 zł (które spokojnie mogłam odłożyć nie wliczając codziennych wydatków) mogłam pojechać w podróż życia. Dlaczego tego nie zrobiłam? Bo nie widziałam, że życie mówi: masz okazję, jedź, tak, to właśnie teraz. Bo zachłysnęłam się większą gotówką i zamiast nią zarządzać mądrze, to ją „przehulałam”. Na dodatek moim błędem który płacę do dziś jest wydawanie pieniędzy ponad miarę. Nawet tych których nie mam. Możliwe? Dla kobiety jak najbardziej. Nie mam i wydaję…oczywiście stąd te długi które płacę do dziś. Czy to jest mądre? Już wiem że nie.

Na podstawie błędów jakie popełniłam w ciągu ostatnich lat, mam okazje wiele się nauczyć. Przede wszystkim żałuję że nie spełniłam marzeń gdy faktycznie Życie mówiło mi: TAK, to właśnie teraz. Nie miałam zaufania do życia, nie słuchałam Intuicji, bo logika mówiła coś innego. Stąd też miałam tendencje do „ciułania pieniędzy” a jednocześnie potrafiłam wydać wszystko ponad miarę aby zrekompensować sobie brak przyjemności.

Dla mnie która się uczy na nowo, są to nowe treści, pochodzące z szerszego spojrzenia na sytuację. I słyszę jak moje wewnętrzne dziecko mówi:
Ale jak to? To już nie wydamy ponad miarę na to co chcę?
Ano nie. Skarbie, trzeba najpierw spłacić długi i nauczyć się mądrzej zarządzać pieniędzmi. A przyjemności rekompensować sobie w inny sposób niż kompulsywnym wydawaniem na wszystko, ponad miarę. Trzeba wyważyć, co naprawdę jest nam potrzebne, a co kupujemy „bo tak, bo mamy takie widzimisię, bo ból pustki tak woła o uwagę”. Powiedziałam to mojemu wewnętrznemu dziecku.

I aż się zdziwiłam co mówię. Uświadomiłam sobie, ile miałam błędnych przekonań i niedojrzałych nawyków.

Z jednej strony, bałam się otworzyć na dar przyjmowania pieniędzy, ze względu na ograniczone myślenie w tej kwestii.
Jednocześnie, wydawałam ponad miarę myśląc, że jakoś to będzie. Efekt: wpadałam w ogromne długi, które niestety spłacić trzeba. I boli to. Bo spłacam 40% więcej niż pożyczyłam (takie jest realne oprocentowane kredytów bankowych, łatwo to policzyć)
Nie umiałam zarządzać pieniędzmi, bo traktowałam je emocjonalnie, jak bożka, łatwo byłam do nich przywiązania, uwielbiałam je gromadzić a potem szastać nimi na prawo i lewo, bez zastanowienia.

I tak cud w tym że Bóg hojnie mnie nimi obdarzał, nawet kiedy siedziałam w domu i nic praktycznie nie robiłam, bo był czas że same mi do kieszeni wpadały (są na to sposoby wbrew pozorom)

To są konsekwencje swoich czynów, które przychodzą prędzej czy później. Dzisiaj płacę ogromną lekcję za swoje błędy. Żal mi niespełnionych marzeń, żal mi tego że najpierw muszę spłacić długi jeśli chcę wyjść na prostą i zacząć od nowa i niestety żal mi straconych lat. Na dodatek zmarnowałam energię która zamiast być przeznaczona na to co kocham robić, została zmarnowana na „nerwicowe zarabianie pieniędzy”, a potem kompulsywne ich wydawanie. Tak, to wraca, niestety z ogromnym bólem wewnętrznym.

W tym wszystkim natomiast uczę się wytrwałości, cierpliwości, zarządzania energią na nowo, przestawiania nawyków i przekonań. I to jest na szczęście plus tego wszystkiego. Trochę długo trwało zanim się obudziłam, ale dobrze że w ogóle to się stało.

Pieniądze nigdy nie były i nie będą środkiem ochronnym, nigdy nie dadzą poczucia bezpieczeństwa, nie zrekompensują naszych wewnętrznych braków i nie spowodują, że poczujemy się lepiej. To wszystko trzeba najpierw poukładać sobie i dać miłość, poczucie bezpieczeństwa czy radość sobie, w inny, niezależny od pieniędzy sposób. Są różne sposoby nauki, jedni je tracą bankrutując, inni mając długi, jeszcze inni mając żal tak jak ja.

Pieniądze są potrzebne, owszem, bo w takich żyjemy czasach, ale czy warto najpierw wypruwać sobie żyły, żeby potem zrekompensować sobie nimi ten wewnętrzny ból który woła o uwagę?

No ja wiem że nie. Już wiem, że nie. I moje błędy dają mi kopa żeby zmienić całkowicie myślenie i nastawienie do siebie, pieniędzy i do życia.

Czego się nauczyłam?

Najważniejsze jest to abym odkryła, co KOCHAM robić, zaczęła to robić, traktowała to jako zajęcie zawodowe (bo to ono daje mi radość i PRZYJEMNOŚĆ) – czyli rekompensuje te wewnętrzne braki. A pieniądze traktowała jak fajną energie która przychodzi za tym wszystkim. Poczucie bezpieczeństwa odnajduję w sobie a nie pieniądzach, no i bardzo ważne: uczę się na nowo zarządzać pieniędzmi. Wydaję na to co niezbędne, potrzebne, na to co czuje, ale robię to rozsądnie. Rozważnie. Inwestuję. Odkładam, oszczędzam, pomagam innym, przeznaczam na ważne potrzeby, które pozwolą mi na kolejne kroki lub też kolejne marzenia. Po prostu traktuję je z większym szacunkiem i mam świadomość że to co ja z nimi robię w jakiś sposób określa mnie i moje decyzje. A to ma wpływ na moje życie. Na moje wybory i na to jak będę żyć.

Tego dopiero się uczę. Ale wiem że warto. Świadomość jest ważna aby nie wpaść w pułapkę materializmu, ponieważ łatwo się zgubić i trudno potem odnaleźć właściwą drogę. Drogę tego, co jest w życiu najważniejsze i jaką rolę pieniądz pełni w naszym życiu. I to są moje osobiste wnioski, z którymi nie musisz się zgadzać gdyż Twoja świadomość może być inna.

autorka: boskiezycie7.blog.pl