To takie proste… Powiedzieć, że jest Uniwersalny Umysł, że Twoje myśli tworzą rzeczywistość, że stwarzasz swój świat. Teoria jest piękna, jest cudowna, jest niczym miód dla uszu. Dobrze jej się słucha, kiedy wszystko wychodzi i Wszechświat sprzyja nam w działaniu.

Ale co jeśli nie wychodzi? Jeśli znasz Prawo Przyciągania niemalże od „A do Z”, a jednak… to nie działa. Możemy polemizować, dlaczego tak się dzieje, szukać oporów, przekonań z dzieciństwa, może przewinień karmicznych, może niezbyt czystych wibracji Ciebie.

Czy to ma jednak wtedy sens? Kiedy człowiek upada na dno i uderza głową w zimną posadzkę, czując tylko strach, upokorzenie i złość. „No jak to? Dlaczego to nie działa?!” – może wykrzyczeć – „A miało być tak pięknie”.

W jaki sposób mówić o wibracjach, o energii, o afirmacjach, kiedy jedyną rzeczą jaka zaprząta Twój umysł jest dajmy na to brak dachu nad głową, brak chleba, brak wody, brak środków do życia?

Frustracja jaką musi czuć wtedy człowiek, który zwyczajnie pragnie jakiejkolwiek stabilizacji, z pewnością zostanie spotęgowana, jeśli zamiast konkretów znów zacznie słuchać o Prawie Przyciągania.

To kolejne moje małe dylematy, tak ludzkie, tak bliskie każdemu z nas. Przecież każdy chyba znalazł się w mniej lub bardziej niezadowalającej sytuacji, prawda?

Moja ciągnęła się przez dłuższy okres czasu kilka lat temu i stała się bodźcem do zainteresowania Rozwojem Osobistym. Tylko to mnie ratowało, bo dawało iskierkę nadziei.

„Chyba żartujesz, 15 latka i problemy, co Ty wiesz o życiu?!” – ktoś może zawołać. Fakt, nie miałam na utrzymaniu rodziny, czy też nie brakowało mi jedzenia. Moje problemy wynikały z zupełnie innej natury, ale wierz mi, Drogi Czytelniku, że zżerały mnie równie mocno jak brak pożywienia.

I wtedy Duchowość, Rozwój dały mi nadzieję. Dały mi motywację, uspokoiły. Moje problemy wynikały jednak z natury psychicznej, nie fizycznej. Dlatego afirmacje, dlatego artykuły o Duszy, o Jedności dawały mi siłę.

Ale jak dać drugiemu człowiekowi siłę, jeśli on prosi o zwykłe 5 złoty na chleb i wodę? Nie potrzebuje kolorowej gadki o częstotliwości drgania myśli, która mimo, iż jest prawdą, nadal pozostaje jednak dla niektórych w sferze pewnego „czary – mary, hokus – pokus”.

Chcę, by ludzie postrzegali osoby zajmujące się Rozwojem Osobistym nie jako oderwane od życia mutanty, snujące się po świecie niczym duchy, myślące o innych wymiarach z mantrami na ustach. To zwykli ludzie, którzy żyją jak każdy. Po prostu dostrzegli inną stronę życia i ona ich równie mocno pociąga, co ta materialna.

Piszę to dlatego, że często spotykam się z tym problemem – czytam wiadomości, jakie otrzymujemy – i często brakuje mi słów. Ludzie potrzebują pomocy, lecz czy ja mogę im ją dać, pisząc np. o zbawiennym wpływie wizualizacji?

Czasami możemy być wtedy odbierani jako właśnie takie osoby, które na pytanie, czy starczy mi do końca miesiąca odpowiadają: tak, usiądź w pozycji lotosu a pieniądze po trzech dniach spadną z nieba.

W takiej sytuacji najlepszym wyjściem zdaje się być oderwanie od problemu, na chwilę chociaż. Ucieczka, by móc spojrzeć na niego na chłodno. Przyjrzeć się mu z pozycji obserwatora.

Często ludzie miewają problemy z Prawem Przyciągania, bo… zbyt bardzo przywiązują się do niego. Łapią się tak bardzo metod, zbawczych technik, że nie potrafią zobaczyć nic poza nimi.

Wystarczy odpuścić, choć na chwilę.

Wyrzucić z siebie złość, poczuć ją w sobie, ale… pozwolić jej odejść. Zapomnieć o duchowej otoczce. Zbyt wiele jej roztrząsanie może prowadzić do ogromnej frustracji. Bo im bardziej się starasz, tym bardziej nie wychodzi.

Natomiast większość przedstawionych aby mogły zadziałać – muszą być doświadczane w atmosferze luzu, swobody i otwartego umysłu.

Dopiero kiedy po „ludzku” rozprawisz się ze swoim bólem, możesz powrócić do zajmowania się bardziej ezoteryczną stroną Twojego życia.

Jesteśmy tylko i aż ludźmi.

Pozdrawiam Cię serdecznie,