Autosugestia to sugestia, tyle, że skierowana w swoim kierunku. Czasami czyjaś sugestia może zabić wszelkie nadzieje lub na nowo je wskrzesić. Jedna wątpliwość zasiana w Umyśle, kiełkuje do olbrzymich rozmiarów, przysłaniając ostateczny cel.

I odwrotnie: sugestia pozytywna może wykiełkować jako cudowna wiara w realizację czegokolwiek zechcesz.

Nie możemy się niestety uchronić przed sugestiami bombardującymi nas każdego dnia, ponieważ są wszędzie, najczęściej dodane mimochodem – od niechcenia.

Ale możemy sami siebie napędzać każdego dnia [oraz w nocy pracując z podświadomością] pozytywnymi sugestiami lub pytaniami, które ukierunkowują na sukces. A te przecież możemy sami wybrać.

Prawo autosugestii zatem współpracuje z Prawem Przyciągania, kiedy zaczynając w coś wierzyć, przyciągasz to do siebie ze zdwojoną siłą.

Jest ono jak wiatr, który kieruje żaglówkę na wschód lub zachód, odpowiednio do nastawionych żagli twoich myśli.

Wspaniale wyraża się ono w strofach:

„Jeśli myślisz, żeś pokonany, będziesz pokonany.
Jeśli myślisz, że się nie poważysz na coś, też tak będzie.
Jeśli chciałbyś zwyciężyć, ale myślisz, że Ci się nie uda,
Prawie na pewno przegrasz.

Jeśli myślisz, że przegrasz, jużeś przegrał.
Bo na świecie, w którym żyjemy,
Sukces bierze się z woli człowieka –
Cały tkwi w jego nastawieniu umysłowym.

Jeśli myślisz, że się zdeklasujesz, jużeś zdeklasowany.
Masz myśleć śmiało by się podnieść.
Masz być pewny siebie, zanim
Kiedykolwiek zdobędziesz nagrodę.

Zwycięstwa w życiu nie zawsze należą
Do ludzi silniejszych i szybszych.
Prędzej czy później zwycięża ten,
KTO MYŚLI, ŻE CHCE ZWYCIĘŻYĆ.”

[fragment książki Napoleona Hill`a – MYŚL! …I BOGAĆ SIĘ]

Słowa te zgadzają się z treścią Naukowej metody wzbogacania się, w której najpierw uznając siebie za posiadacza wszelkich dóbr, powoli wchodzisz w ich posiadanie.

Pozdrawiam ciepło,

 

Od tygodnia byłam w złym nastroju i właśnie wtedy trafiłam na Twojego bloga. Po przeczytaniu kilku postów, rzeczywiście czuję się lepiej. Myślę jednak, że jesteśmy w większości tak bardzo ograniczeni rzeczywistością, że nawet gdy zaczynamy pojmować to, co tu było napisane – tak naprawdę nie umiemy od razu tego zmienić, tzn. naszego podejścia. Ludzie uwielbiają cierpieć, uwielbiają miec poczucie, że coś stracili bądź mogą stracić „na zawsze”, że coś już nie wróci, a oni sami zostaną pozbawieni jakiejś szansy albo szczęścia. To w istocie jest iluzja. Zdaję sobie z tego sprawę, ale nawet pomimo tego, nie potrafię sama opanowac takich nastrojów. Nie mówię tu nawet o tym, że jestesmy wychowani w takiej mentalności, że nie wszystko można mieć. chodzi mi bardziej o relacje międzyludzkie. Kiedy np. umiera ktoś, kogo kochaliśmy, pogrążamy sie w rozpaczy. Czy to nie jest nasz egoizm, nas brak zrozumienia? Sama nie wiem. Czy ktoś mógłby mi pomóc, powiedzieć, jak do tego wszystkiego podejść?