Nadszedł 8 miesiąc czyli czas kiedy ciężarna podsumowuje swoja ciążę – to jak jadła (hehe), ile trzymałą nogi w górze (jasne) oraz ile ma wyprawki (będziemy goli i wesoli). Ale kwestią pukającą jej w głowę jest poród. Oczywiście powinna ćwiczyć mięśnie dna macicy przez całą ciążę, chodzić na spacery i nie dźwigać….taaa jasne….spacery to chyba moje pościgi za synkiem, mięśnie dna macicy zostały zapomniane a nawet nieodkryte, a nie dźwiganie – jak ma sie juz dziecko uznaje za niemożliwe.

No i tak myśląc o tym cudownym porodzie sięgnęłam po afirmacje by się porelaksować – podobno wpływają na naszą podświadomość i nastawiają nas pozytywnie – zatem wykorzystując chwilę, że syn śpi kłądę się ze słuchawkami na uszach i włączam….

No całkiem miło poleżeć…tylko czemu ta woda..jakiś strumyk czy co w tle….cholera nie wysikałam sie – idę sikać…

No dobra włączam znowu – już ta woda w tle może się lać ile chce…..albo

cholera nie może!!! chce mi się pić…!!!

Kto włożył w tle płynacy strumyk??? Dla ciężarnej serio??

Dobra jestem napita, woda obok, pęcherz pusty….zatem tak relaksuje sie – po znalezieniu wygodnej pozycji zamykam oczy i wyobrazam sobie moj idealny poród – gdzie niczym królowa robię delikatny majestatyczny ruch ręką zbywając ją i mówiąc – moja droga ja sobie poradzę – a nastepnie niby kichnięcie wypycham z siebie dziecko – tak ta wizja jest dobra – idealna na poród….

W tle lecą jakieś zdania – ale wolę muzykę – coś tam o moim ciele, o moim dziecku, o zrelaksowaniu – no jest nieźle….

Chyba zaraz zasne…przyjemne ta muzyka…

O jezu chyba spałam, ale dziecko wpadło mnie obudzić i żądać chleba z masłem…no nie!!!

Ehhh dobrze, że podczas porodu nie wpadnie mój syn i nie powie – „chleba z masłem” – znając siebie wstałabym i bym mu zrobiła…

A propo jak zobacze ze mój chłopina podczas moich wysiłków opycha sie chlebem z kiełbasą to chyba go ukatrupie…..myślę, ze podczas takich wysiłków i stresu powinien mieć zahamowania apetytu 😀

Nie zdecydowanie wizja – mojego chłopa opychającego się kiełbasą, a następnie nachylającego się nade mną ze swoim oddechem i chuchajacy dasz rade odpada…Albo hmmm w jednej rece kiełbasa w drugiej pępowina i co by tu uciąć pierwsze…

Kurcze to miały być pozytywne myśli…gdzie ja odpływam….

Dobra – dziecko dostało kromki – je, ma bajke….relaksujemy sie dalej…

hmmmm……zzzzzzzz…

„Mama wstawaj”…..”jeszcze chleba”

Cholera ja sie tu relaksuje!!!! Dobra może inna afirmacje – las, drzewka, góry- tak lubię….tak szumi…szumi….cholera trochę głośno….

No nie wyłącz ten odkurzacz!!!!!

Przez odkurzacz został wciągnięty chleb…..no nic – koniec afirmacji…musze przepchać rure…odkurzacza….:(

 

 

autorka: zdziadzialamama.blog.pl/